poniedziałek, 31 sierpnia 2015

SeeU

Ktoś w końcu puścił moje włosy, odetchnęłam z uglą. W klasie zaczepił mnie Gakupo.
- Tak z chęcią potowarzyszę ci na wycieczce! - czułam, że robię sie czerwona, w tym samym momencie wszedł nauczyciel.
I tak zaczęła się lekcja muzyki. Po 45 minutach (nie) słuchania nauczyciela i gadaniny z Gakupo zadzwonił dzwonek. Po spakowaniu się pobiegłam na schody, wyciągnęłam mój szkicownik i zaczęłam z nudów rysować Gakupo.
- No, skończyłam! - podniosłam obrazek przed siebie i patrzyłam, zastanawiając się czy nie dodać detali.
- Co skończyłaś? - zapytał mnie znajomy mi głos, obniżyłam trochę mój szkicownik z rysunkiem, a stał przede mną prawdziwy Gakupo.
Wystraszyłam się i podrzuciłam notatnik do góry, po czym wylądował na mojej głowie.
- N-Nie strasz mnie tak! -schowałam notatnik i ustałam na nogi.
- Hej, nie bądź zła - uśmiechnął się i zaczął schodzić po schodach.
Wtedy moje oczy ujrzały w automacie żelki, zaczęłam biec do automatu, wyciągnęłam pieniądze, włożyłam do automatu z, którego wyleciały żelki.
- Żelki!! - zaczęłam się drzeć, gdy Gakupo zasłonił mi usta.
- Ciszej, każdy się na ciebie gapi - zaczął się śmiać, a ja czerwienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz