Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to było zachodu z podrzuceniem blondynce mojego numeru! Musiałem ją śledzić! Po całej akcji, wyczerpany poczłapałem na dach. Siedział tam sam jakiś mały blondynek. Burknąłem coś pod nosem, dla zwrócenia uwagi- nic. On na prawdę jest mały...
-Hej, jak pogoda?- zaczepiłem. No przecież głupio powiedzieć do kogoś " Czy ty możesz tu być dzieciaczku? Podstawówka i przedszkole, tam." Nawet ja, nie jestem tak chamski... Pamiętam niejedna osoba mówiła mi że powinienem być jeszcze w podstawówce- do miłych tekstów to nie należy.
-Zaciąłeś się, czy jak?
Wsadziłem ręce do kieszeni i wyprostowałem się, schylenie się do jego poziomu, do najmilszych nie należy i po jakimś czasie zaczyna to boleć... Spojrzał na mnie swoimi złotymi oczami. Ten wzrok, mówił że spogląda na mnie z góry... Przyjemna gadka toż to chyba nie będzie.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Len do Olivera
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz