czwartek, 13 sierpnia 2015

Gakupo

Szedłem ulicą, w poszukiwaniu mojej nowej uczelni. Jutro rano miałem się stawić u dyrektorki, by złożyć papiery. Zapadała już noc, a ja cały czas nie mogłem znaleźć drogi...
Japoński różni się od chińskiego pod wieloma względami, nauka tego języka nie idzie mi za dobrze. Mówię krótkimi zdaniami, żeby zabezpieczyć się przed błędami. Taki już jestem.
Przechodząc koło placu budowy, potknąłem się o coś. W tłumie ludzi nie było tego widać... Ukucnąłem, by zobaczyć, co to. Chłopak? Leżał na chodniku jak nieżywy. Jeśli chciał się zabić, to mu się udało. No cóż...szkoła poczeka. Próby ocucenia nic nie dawały, więc postanowiłem zawieźć go do szpitala.... No, to chyba jest obowiązek obywatela, tak?
Co z walizkami? - przemknęło mi przez myśl - ciągnę je przecież w obydwu rękach.
Tramwaj? Jak się ludzie będą na mnie patrzeć? Nadwyraz wysoki azjata, z okropnie długimi, FIOLETOWYMI włosami, trzymający na rękach chłopaka? To podchodzi pod pedofilię... Albo po prostu uznają, że jestem jakimś homosiem... Brrr.
Spojrzawalwalizki, jego twarz. Blada cera, chłopięce rysy, lekko otwarte usta, część czoła przykryta ciemnoniebieską grzywką. Wygląda na młodszego ode mnie.
Zczepiłem obydwie walizki paskiem, kładąc jedną na drugą. Zarzuciłem je sobie na plecy jak plecak (jedna właściwie nim była) i podniosłem chłopaka. Niedawno przechodziłem koło szpitala.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz