wtorek, 18 sierpnia 2015

Iroś

Poderwałam się z łóżka. Dziś znowu miałam koszmary. Spojrzałam na zegarek - była jeszcze prawie godzina do budzika. Wyłączyłam go - wiedziałam, że już nie zasnę.
- Dzień nie-taki-dobry, Akasiu... - mruknęłam, spoglądając na zdjęcie. Nie było dnia, żebym nie witała się z bratem. Tak samo jak każdego wieczora mówiłam mu dobranoc. 
Uśmiechnęłam się smutno. Szkoda, że już go tu nie ma. Westchnęłam i wstałam. Wtem potknęłam się o coś i przewróciłam. Pisnęłam i odwróciłam się na plecy, a następnie usiadłam żeby sprawdzić, co to było.
- Ha...
Na ziemi leżała moja lalka. Dziwne. Przecież odkładałam ją na półkę... cholera! Podniosłam ją delikatnie. Była bardzo krucha, więc złamałam jej tułów... poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy. Ten dzień zdecydowanie nie zapowiadał się dobrze... ubrałam się, wzięłam torbę i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i od razu wyszłam z domu, chociaż miałam jeszcze bardzo dużo czasu. Wróciłam do parku. Postanowiłam tym razem iść przez park na bliższy przystanek. To był kawałek drogi, ale co mi właściwie szkodzi. Miałam dużo czasu...
Wtedy uświadomiłam sobie, że nie wzięłam też śniadania. Westchnęłam. Na moje usta cisnęły się przekleństwa. Postanowiłam iść na jakiś przystanek, nie miałam już ochoty iść. Usiadłam i spuściłam głowę. Ugh. Beznadziejnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz