Dziewczyna dostała ataku paniki. Wymachiwała dłońmi na wszystkie strony i mamrotała coś pod nosem, a że był to płynny japoński wyczułem kłopoty. Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować do pokoju wpadła Rin, zamknęła drzwi na klucz i od progu zaczęła na mnie krzyczeć. Kobieto, daj przynajmniej mi do słowa dojść! W końcu coś tam wymamrotałem o co chodzi, usłyszałem zbawienne dla mnie hasło w rozmowie dziewcząt - żelki, białowłosa wskazywała na swój zeszyt palcem. Nie do końca rozumiem, co miały żelki do notatek, ale ja tam kobiecej logiki nie znam. Otworzyłem swoją szafkę, gdzie trzymałem własne łakocie i sięgnąłem ręką po ostatnią paczkę moich ulubionych. Pusto, natrafiłem tylko na kilka banknotów. Gakupo...
- Eto... Rin, czy mogłabyś... to jest... - zacząłem się drapać po głowie odrobinę speszony. No nie powiem, białowłosa mnie obudziła, a atmosfera już trochę opadła i dotarło do mnie jedno. Nadal byłem w mojej piżamie, typowo chłopięca ze wzorkiem w pokemony, no to nie jest odpowiedni strój do przyjmowania gości - czy mogłybyście wyjść... przynajmniej na chwilę...
Uciekłbym cichaczem do łazienki, gdyby tylko się nie obściskiwały tuż przy komodzie. No bielizny, to przy nich nie będę pokazywał!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz