poniedziałek, 30 listopada 2015

Oliver

Podałem mu koc z szafy i poduszkę, na której akurat nie spałem - łóżko było dwuosobowe, więc nie było problemu. Westchnąłem.
- Dobra, niech Ci będzie. - Usiadłem znów na łóżko. - Moja historia nie jest jakaś niesamowita, ale. Oddali mnie do sierocińca w Londynie, jako czteromiesięcznego berbecia z hemofilią i ślepotą na jedno oko. Sądzę, że moja matka oddała mnie również z tego powodu, cóż. Cieszę się, że jej nie pamiętam. Podobno puściła się z jakimś biznesmenem. A potem dzieciaki w najgorszym londyńskim sierocińcu postanowiły, że mi to zoperują. Brudnym nożem kuchennym, który ukradli, jak kucharka sobie poszła. Trzech mnie trzymało, czwarty kroił. Wyszło, jak wyszło. Opiekunowie nawet nie pomyśleli o tym, żeby mnie zabrać do lekarza czy cokolwiek. Po prostu kupowali mi bandaże, a potem dostałem opaskę na oko. Oczywiście, smarkom nic się nie stało. - W tym momencie wzruszyłem ramionami. - Niech giną. Generalnie, w końcu udało im się mnie zauważyć, pomyśleli, "hej, ten dzieciak nie jest taki głupi!". Dali mi stypendium i w końcu się wyniosłem. Taka tam, zabawna anegdotka z życia brytyjskiego arystokraty. A jak z Tobą? Czemu Ty tu jesteś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz