-No bo się zmęczyłam ty błądzeniem po mieście no i... drzwi były otwarte, a skoro były otwarte to tak jakby zapraszać kogoś zmęczonego do środka. No i sobie patrzę, a tu łóżko! Przy okazji... było bardzo wygodne... Ale jakoś tak z niego spadłam no i już nie dałam rady się podnieść! - powiedziałam to nie widząc w tym nic dziwnego.
- Aha...rozumiem.. - nieznajomy mruknął nadal się we mnie wgapiając - Wracałaś z karaoke?
-Nie. Od Miku. Znasz Miku? To moja kuzynka. Ale chyba nie lubi mnie już tak bardzo jak kiedyś - umilkłam pogrążając się w myślach na temat... A figa! Wcale nie Miku! Myślałam o tym co by tu zjeść...
-Miałem z nią dzisiaj w planach nagrywanie... Ech...
Jakoś to mi jednym uchem wpadło, a drugim wypadło. Moją głową dalej zakrzątała myśl o jedzeniu.
-Chyba będę wracać - rzuciłam pospiesznie. Nie czuję się zbyt dobrze w nowym towarzystwie.
- A masz dokąd? - zaskoczył mnie tym pytaniem - bo z twojej wypowiedzi wynika, że nie. Pokój co prawda jest czteroosobowy, ale może pozwolą ci tu pomieszkać... Zapytaj dyrektora.
-Eee... - podrapałam się po głowie -ale ja chyba najpierw pójdę do Miku, ale uznam, że lepiej będzie coś porobić więc będę się włóczyć po mieście! - powiedziałam zadowolona - chociaż... - zastanowiłam się chwilę - są tu słodycze?
- Yuu się nie pogniewa - zdjął paczkę żelków kotków z góry szafy i położył tam pieniądze - oddam mu kasę.
Oczy mi zabłysnęły.
-Tho phowadzh dho dhyrekthora! - wybełkotałam zapchana żelkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz