Odniosłem Rin do internatu. Wybawiła się za wszech czasy, zostawiłem ją w jej pokoju. Sprawdziłem swoje kieszenie w poszukiwaniu kluczy... Zostawiłem.... je... w... domu... A OJCA NIE MA! I co ja zrobię?! Nie pójdę do niej z tekstem "Ej Riś, zapomniałem kluczy, mogę przenocować?". Na samą myśl ewentualnej sytuacji spłonąłem rumieńcem. Usłyszałem równomierny stuk obcasów.
-Coś się stało, Kagamine?- rzuciła, nie kto inny jak dyrka.
-Nie... Nie... Nic... A w sumie...- myślałem na głos- Tak.- odparłem stanowczo i stanąłem przodem do niej- Zapomniałem kluczy, a nie ma taty w domu.
-Hm... Nie masz znajomego w internacie?- zaprzeczyłem- No cóż- wzięła głęboki oddech- Nie widzę innego wyjścia, jak dostaniesz śpiwór szkolny i pójdziesz spać na korytarzu w internacie męskim...
-Dziękuję Pani!- wydarłem się tak głośno jak pozwalały mi struny głosowe po ostatnim śpiewie z Rin... Buterfly on your right Shoulder... Hah... Lepszego, wybory nie miałaś, hę?
Uwaliłem się na końcu korytarza, przy oknie, księżyc w pełni dawał sporo światła, przez co spokojnie zasnąłem. W samym środeczku nocy i przyjemnego snu obudziło mnie trzaśnięcie drzwiami. Postanowiłem sprawdzić co się dzieje. Blond, ze złotymi oczami. No nie... Mimo wszystko zaczepiłem go.
-Hej, coś się stało?- zastałem go jak wychodził z toalety, jednego się nie spodziewałem... Nie miał opaski...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz