W końcu. Płynny angielski dobił moich uszu. Niedługo po zakończeniu rozmowy z Cul, na szczęście...
-Nie, bez przesady- odparłam- Ale wiesz, musimy się pośpieszyć.
Przytaknął mi krótko, po czym ruszyliśmy w stronę sklepu. Okazało się że pobliski sklepik był zamknięty- pani zachorowała. Więc chcąc nie chcąc poszliśmy do marketu kawałek dalej.
Wózek, i zakupy. Muszę zrobić obiad na minimum dwie osoby, plus coś do bento na calutki tydzień i woda, i sok- już mi się kończą...
-Yuu, co masz dziś na obiad?- spytałam sięgając po makaron- Jak nic, to powiedz, zrobię więcej...- dodałam po chwili lekko ciszej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz