poniedziałek, 30 listopada 2015

Len

Z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem chusteczki, jeszcze raz na wszelki rozejrzałem się dookoła. Jest! Apteczka była pod zabudową zlewów. Wyjąłem ją i postawiłem tuż za kranem. Schyliłem się tak, by mieć jego twarz tuz przed nosem, ale do najwygodniejszych pozycji to ona nie należy.
-Wybacz- stęknąłem krótko i unisłem chłopaka do góry, po czym usadziłem go przy umywalce- No... Tak lepiej!- zażartowałem.
Dobra, apteczka. Pdzyda mi się opatrunek jałowy, gazy jałowe, gazy normalne, utleniona... Hm... Bandaż... Cos jeszcze? Szperałem w apteczce. Kurs pierwszej pomocy, to jedyne co zdalem celująco bez poprawki... Wczesniej już związałem mu włosy z prawej strony, nie będą mi przeszkadzać... Najpierw delikatnie gazą wytarłem łzy, ibkrew z policzka, i stęplując zebrałem większe skupiska krwi z ran. Potem kolejną gazę zmoczyłem wodą utlenioną. Sykną lekko, a ja zobaczyłem pianę.
-Przykro mi to mówić, ale będzie naprawdę bolało... Muszę dac więcej wody utlonionej, bo wdało się zakażenie.- powiedziałem szykując gazik.
Mniej więcej na środku polika przycisnąłem materiał do skóry, a wszystkie rany które zaczęły się choć trochę pienić zalałem środkiem odkarzającym. Na twarzy blondyna wymalował się grymas oznaczający ból. Nie dziwię mu się. Kiedyś zrobiłem sobie ranę na całą długość łydki. Po tym jak wydało się zakażenie, lekarz mi ją oczyszczał, bolało wtedy niemiłosiernie. Darłem się, jakby mnie do wrzątku wsadzali. I tak jest wytrzymały, nie krzyczy. Syknął kolejny raz.
-Czyste!- oznajmiłem wesoło- teraz opatrunek!
Założyłem go szybko i sprawnie. Schowałem apteczkę pod umywalki. Blondyn chciał już uciekać, ale nie puszcze go tak łatwo.
-E,e,e~ Gdzieś ty się tak urządził?- spytałem po tym jak złapałem go za nadgarstki i pochyliłem się w jego stronę- I tak nie masz jak uciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz