Chłopak od samego początku wziął mnie na serio za idiotę... Złapałem za jego nadgarstek którym zakrył oko, i energicznie pociągnąłem ją do dołu.
-Młody, nie jestem idiot-Ujrzałem, coś, czego nigdy się nie spodziewałem.
Mocno zaczerwienione oko o bladoniebieskiej zamglonej tęczówce, bez źrenicy, najwyraźniej ślepe. Powieka pokryta licznymi bliznami i ranami, tak samo jak i okolica. Co po niektóre rany zaczęły krwawić, i lekko się rozchylać. Krew, jak i łza z uszkodzonego oka spłynęły stróżką po jego poliku.
Zamurowało mnie na kilka pięknych sekund. Otrząsnąłem się z szoku, i zaprowadziłem młodzika z powrotem do toalety. Zapaliłem światło. i bez większego namysłu, ściągnąłem gumkę do włosów z mojego nadgarstka, i złapałem kosmyki które wpadły mu na oko.
-Nieważne co powiesz, trzeba przemyć...- mruknąłem, nie wiem czy wyraźnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz