Otrzepałam przyjaciółkę z kurzu i odebrałam od niej buty. Matko święta, jak tak można było potraktować glany... obejrzałam buty z każdej strony i odetchnęłam z ulgą, że były tylko pogniecione u góry i lekko starte. Czerwone, skórzane sięgające do połowy łydki.
- Dobry wybór - stwierdziłam stawiając je na ziemi "pod strojem" - teraz tylko co ja do tego... a, znajdę coś w domu - powiedziałam szybko odganiając te myśli. Do tego najlepszy były czarny płaszcz... - Rin, masz jakieś czarne okrycia? - Zapytałam, bo większość ubrań, które widziałam były różnokolorowe, choć przeważał żółty. Ubieranie się pod kolor włosów, to jedno z ciekawszych połączeń. O ile nie jest się mną (wspomnijcie rozdział z Kaitem....).
- Tutaj - zawołała z przedpokoju. Tylko przytaknęłam głową.
- No to w takim razie tylko zostały Ci dodatki... a tak w ogóle Rin, jak tyś u siebie dawała sobie radę? Tutaj ciągle się wywracasz - zapytałam zaczepnie biorąc łyk soku, zerknęłam na zegar. Holi Krap. - Rin musimy się zbierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz