Chyba pierwszy raz widziałem taką reakcję na jakąś tam wycieczkę. Oczywiście zgodziłem się na pomoc, szczególnie że jest tak doświadczoną osobą. Zaczęła wymieniać wszystkie mniej i bardziej potrzebne rzeczy a ja szybko notowałem w telefonie. Gdy było już późno, pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoje strony. W niedziele na spokojnie się spakowałem i dokupiłem, co trzeba. Rano nie śpieszyłem się nigdzie, nie odjadą chyba beze mnie, co? Gdzieś zza rogu wyskoczył niebosko włosy kolega, pędził, aż się za nim kurzyło, aż w końcu prawie wbiegł na autokar. Co go ugryzło. Ziewnąłem. Po chwili do mnie zadzwonił, parsknąłem śmiechem.
-Co się dzieje? — spytałem, znów ziewając.
-O mój boże spóźnię się!! — wrzasnął do słuchawki zatrzymując się. Podszedłem do niego i klepnąłem go w plecy.
-Człowieku, ogarnij się — westchnąłem cicho. Odwrócił się najwidoczniej przerażony, piszczał jak mała dziewczynka.
-Zamknij się tuku... — Powiedziałem. Wsiadając do pojazdu, mało było wolnych miejsc. Usiadłem gdzieś, kumpel wepchnął się na siedzenie obok, jak zwykle przy oknie.
JA TEŻ CHCĘ KIEDYŚ SIEDZIEĆ PRZY OKNIE!!! ;-;
Nie będziesz nigdy! To za karę, drogi braciszku~ /Miku
OdpowiedzUsuńWtf Co ja pisze