Siedziałem już w autobusie. Miałem skryta nadzieję, że Miku jednak zaśpi, czy coś w ten deseń, ale usadowiła się na moich kolanach i nie planowała zejść. Czyli o zawężaniu więzi ze znajomymi mojego współlokatora mogę pomarzyć.
- Wygodnie ci tu? - zapytałem niebieskowłosą.
Spojrzała na fotel i znowu na mnie. Zastanowiła się głęboko, może nad przyczynami, skutkami czy czymś w tym stylu.
- Wolisz dalej od okna? - chyba mnie nie słuchała zbyt dokładnie...
- Mi tam wszystko jedno - przesunąłem się na fotel przy oknie,starając się jej nie zrzucić.
Wzruszyła ramionami.
- Wiesz może ile mamy jechać?
- Dobre pytanie... - oparłem brodę na czubku jej głowy. Nawet wygodnie - pewnie mniej niż 5 godzin..
- Mam nadzieję, że mniej - powiedziała i zeszła mi z kolan, jakby uznała, że zrobiło jej się mniej wygodnie. - Mam nadzieję też, że nic złego się nie stanie.
- Każdy ma taką nadzieję - przeczesałem palcami jej grzywkę - niczego nie zapomniałaś?
Uśmiechnęła się. - Oczywiście, że nie. A ty?
- Miecz jest na swoim miejscu i ty też ... więc niczego - z lubością skierowałem wzrok na ostrze w czarnym pokrowcu spoczywające na ziemi obok moich stóp - plus. ..czego mi więcej do szczęścia potrzeba?
Może czasu na pogranie na moim starym gameboyu...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz