niedziela, 3 maja 2015

Oliver

Wysiadłem z pociągu. Mój bagaż niosła opiekunka z sierocińca, siostra Mary. Odwróciłem się, spoglądając na nią z wyższością. Była pomarszczona, gruba i brzydka. Typowa zakonnica koło pięćdziesiątki. Moja walizka była przybrudzona i równie stara, co osoba ją nosząca. Do tego była w paskudnym kolorze ziemi. Westchnąłem. To już ostatni dzień oglądania tej głupiej baby! I wszystkich innych kretynów z Londynu. Całe szczęście.
- Dbaj o siebie w Japonii, dobrze? - paplała radośnie starucha, gapiąc się na mnie. - Nie sprawiaj kłopotu starszym kolegom i koleżankom! 
Kiwałem spokojnie głową, nawet jej w sumie nie słuchając. Przed dworcem czekała już na mnie taksówka. Wsiadłem do tyłu i położyłem walizkę obok siebie. Siostra Mary pomachała mi wesoło. Przewróciłem oczami i odwróciłem głowę. Samochód odjechał.
- To jak Ty się tam nazywałeś, młody? - zapytał kierowca, uśmiechając się przyjaźnie. Już miałem go dość. - To Twój pierwszy dzień, co? Naprawdę jesteś aż tak niski? Pomyślałbym, że masz z dwanaście lat.
- Oliver. Czy może pan jednak zaprzestać rozmowy ze mną? Sądzę, iż nie jest pan godny konwersacji z osobą na moim poziomie.
Kierowca spiorunował mnie wzrokiem, ale posłusznie się zamknął. Uśmiechnąłem się i rozsiadłem wygodnie. Po chwili byliśmy na miejscu. Wysiadłem, biorąc ze sobą walizkę. Taksówkarz natychmiast odjechał, w ogóle nie zwracając już na mnie uwagi. Na mojej twarzy malował się szyderczy uśmieszek.
- Zobaczmy... 
Spojrzałem na gmach akademiku. Był... duży. Nawet bardzo duży. Kiwnąłem głową z uznaniem i ruszyłem w jego stronę. Tam stała już dyrektorka.
- Olavi Korhonen, tak? Chodź za mną, oprowadzę Cię. Ale najpierw odłożymy walizkę do Twojego pokoju, dobrze? Wygląda na ciężką. Twój pokój jest na pierwszym piętrze, najbardziej wysunięty na zachód. Nie ma zbyt dobrego połączenia z internetem, ale słyszałam, że nie jest Ci to potrzebne. Jest za to dość spory i posiada balkon od strony ogrodu. Mam nadzieję, że to trafny wybór?
Kiwnąłem głową i podążyłem za nią. Otworzyła drzwi do pokoju i podała mi klucz. Pewnym krokiem wszedłem do środka. Rzeczywiście, pokój wyglądał nieźle. W sumie, dla mnie każdy by wyglądał. Pierwszy raz miałem pokój sam, bez śmierdzących, starych pryczy z trójką innych osób. Było tu tylko jedno łóżko na środku pokoju - duże, z ciemnego drewna, z jasną pościelą. Usiadłem na nim, było miękkie. Uśmiechnąłem się lekko i położyłem walizkę obok siebie. Była też szafa, półki, biurko i krzesło, kanapa i fotel, stoliczek do kawy. Zauważyłem też drzwi prowadzące na balkon. Pokój był oświetlony dużymi oknami wychodzącymi na ogród. Posiadał też duży, ozdobny żyrandol nad łóżkiem. Chciałem zostać tu jak najdłużej. Dyrektorka uśmiechnęła się do mnie i po chwili kontynuowaliśmy wycieczkę. Zajęło to dość sporo czasu, dopiero 45 minut później byłem ponownie w swym nowym pokoju. Miałem więc chwilę na rozpakowanie się i mogłem iść do szkoły. Zabrałem więc swoją teczkę i spakowałem ją. Następnie wyszedłem z pokoju, zakluczyłem go, schowałem klucz do torby i wyszedłem do szkoły. Na karteczce miałem rozpisane, do której klasy mam iść. Stanąłem przed drzwiami i słyszałem, jak nauczyciel mnie przedstawiał.
- Dzisiaj dołączy do was nowy uczeń. - Mamrotał wychowawca niezbyt chętnie, najprawdopodobniej był wychowawcą. - Przeskoczył kilka klas, jest bardzo inteligentny. Powitajcie go ciepło. Nazywa się...
Tu głos ucichł. Co jest, nie wie, jak się nazywam? Otworzyłem drzwi, zirytowany.
- Olavi Veli Korhonen, ty śmieciu! - zawołałem, wchodząc do sali. Spojrzałem na tych wszystkich idiotów z wyższością. - Nazywam się Oliver. Zapamiętajcie to sobie.
Zająłem pierwsze wolne miejsce i rozpakowałem rzeczy. Wtedy odwróciłem się do plebsu z tyłu, chcąc spojrzeć na swojego przyszłego towarzysza. Wtedy zauważyłem małą zabawkę, którą chował do torby. Zmarszczyłem lekko brwi, zerkając na niego. Trzeba z nim potem pogadać. Wtedy do sali wszedł jakiś chłopak... wyglądał jednak na starszego od reszty klasy. Mruknął coś o podstawówce.
- Ktoś tu jest zły, że nie przeszedł ostatniej klasy? - Uśmiechnąłem się do niego szyderczo. - Cóż za głupi kundel. Proszę, nie odzywaj się do ludzi o wyższym poziomie inteligencji. Zresztą... Twoja torba wygląda mądrzej, niż Ty.
Wtedy wróciłem do swoich zajęć. Pod ławką trzymałem "Katedrę Marii Panny w Paryżu" Wictora Hugo. Oczywiście, czytałem go w oryginale, po francusku. Nie udawałem nawet, że słucham nauczyciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz