Starałem się nie reagować na słowa bachora, chociaż czułem, że w środku się we mnie gotuje. Z ledwością powstrzymałem się od uderzenia go i jakichkolwiek odpowiedzi. Spojrzałem jeszcze na swoją torbę i jakoś nie wygląda na wybitnie mądrą. Westchnąłem cicho i usiadłem w jakimś wolnym miejscu, po drodze niby przypadkowo podniosłem delikatnie kant spódnicy jakieś dziewczyny. Niby dlaczego mam być zły, że nie zdałem? Przecież to był tylko i wyłącznie mój wybór. W końcu to ja opuściłem ponad połowę zajęć szkolnych. Położyłem na ławce swój niebieski mięciutki szaliczek, po czym oparłem na nim głowę, czyniąc go swoją podusią. Po chwili palcami zacząłem bębnić w ławkę. Widziałem, że co jakiś czas wychowawca patrzy na mnie, z jego oczy można było wyczytać tylko „bądź cicho debilu”, a przynajmniej ja tak to rozumiałem. Co mam robić, kiedy tak potwornie się nudzę? Podniosłem się na chwilkę, po czym się rozejrzałem. No to chyba nikt go nie słucha.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, troszkę krótko ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz