poniedziałek, 18 maja 2015
Chika do Luki
Przechadzałam się po korytarzu. Nie miałam zielonego pojęcia, co bym mogła zrobić na przerwie obiadowej, skoro nie byłam głodna, dlatego skończyło się na zwiedzaniu szkoły. Co jakiś czas mijali mnie różni uczniowie, ale każdy był zajęty własnymi sprawami. Trudno mi było zawrzeć znajomości z Japończykami, wydają się żyć w swoim własnym, poukładanym świecie. Widziałam kilka osób, które wyglądało na Europejczyków, w końcu to była szkoła światowej sławy, jednak martwiłam się, że mnie wyśmieją lub po prostu zignorują. Bo ma różowe włosy? Bo mówię z hiszpańskim akcentem? Bo jestem wyższa od większości? Bo po prostu jestem inna? Coraz straszniejsze myśli kłębiły mi się w głowie. Próbowałam się uspokoić, bo sama mnożyłam nieistniejące problemy, ale nie potrafiłam. Zaczynałam żałować, że się przeniosłam. W Hiszpanii nie było źle, a mnie ambicja pociągnęła aż na drugą stronę globu. W domu przynajmniej miałam znajomych i kochającą mnie rodzinę, a tutaj byłam sama.
- Spokój! - rozkazałam samej sobie.
Okej, znajdę jakiś znajomych. A jak nie będzie mi się podobać, to wrócę do Hiszpanii. Ana się ze mnie pośmieje, ale przeżyję to. Poza tym co takiego złego mogą mi zrobić Ci malutcy Japończycy? Gorsze jest to, że nie wiem gdzie mam następną lekcję? I jaką? O nie, a jak będę pół lekcji szukać sali i potem się okaże, że nie wzięłam książek? Na sam początek stracę w oczach nauczycieli! Wyrzucą mnie i co ja zrobię? Co innego odejść, a co innego zostać wyrzuconą. O nie, zaczynam panikować jeszcze bardziej.
Nagle ujrzałam dziewczynę, która też miała różowe włosy. Nie jestem jedyna! Dopiero po chwili sobie przypomniałam, że widziałam ją w klasie - sierota ze mnie. Zakręciłam nerwowo włosy na palec. To moja szansa, by nie zniszczyć sobie życia.
- Przepraszam, czy wiesz, gdzie znajdę plan lekcji? - zapytałam, uśmiechając się delikatnie. Mój głos o dziwo był bardzo spokojny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz