Nie chcąc dołączać do pielgrzymki na dach. Wybrałam się ze śniadaniem przed
szkołę. Usiadłam sobie pod drzewem i cieszyłam się spokojnie moim bento.
Niestety po paru kęsach musiałam je odstawić. Było niezjadliwe. Na dodatek
przyszedł sms od brata z ironicznym podziękowaniem. Super! Pierwszy raz w życiu
zawaliłam śniadanie i będzie mi teraz to wypominał do końca życia! Uh! Odebrało
mi to całą energię na następną część dnia. Jeszcze na poprzedniej lekcji
wykłócałam się z profesorem. Jak nic zawaliłam sobie u niego reputacje na
najbliższe tygodnie. Kurka wodna! Wstałam i zaczęłam chodzić w kółko. Po chwili dreptania tam i z powrotem wróciłam do szkoły. Stając pod drzwiami do stołówki wściekła wyciągałam wszystko co tylko w moim plecaku się mieściło. Poszukiwałam mojego portfela. Jak na razie wszystko wskazywało na to, że zapomniałam go wziąć z domu. W ogóle mnie nie interesowało to, że wszyscy zobaczą moją super różowiutką kosmetyczkę, albo masę gumek do włosów i śmieci. Jedyne co mnie teraz interesowało to napełnienie mojego żołądka, który nie chciał się przymknąć ani na moment. Skończyło się na tym, że z pełną siłą rzuciłam pustym workiem prosto przed siebie. Jakie są plusy rzucania rzeczami? A, można się wyładować. B, lepsze to niż rwanie włosów z głowy. C, nie rani ludzi wokół... no może akurat nie dziś. Tak, dzisiaj wariant C całkowicie odpada. Tuż po moim, no cóż udanym rzucie plecakiem w linii prostej niestety nie zderzył się on z punktem docelowym ścianą. To znaczy walnął by w nią, gdyby tam ktoś nie siedział. Psia krew, ktosiek/ktosia oberwał prosto w twarz. Dobra, Najpierw pociąg, potem Megurine, Profesor... teraz KTO?!
--------------
Jeśli o dzień tygodnia chodzi to jest środa, ale dokładnej daty nie mogę podać xp //Cul
--------------
Jeśli o dzień tygodnia chodzi to jest środa, ale dokładnej daty nie mogę podać xp //Cul
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz