niedziela, 3 maja 2015

Iroha

Ziewnęłam, leniwie przeciągając się, gdy budzik zadzwonił.
- Już ta godzina...? - Jęknęłam. Zdecydowanie wolałabym jeszcze troszkę pospać... - Dzień dobry, Akasiu. 
Uśmiechnęłam się, nadal nieco zaspana, spoglądając na zdjęcie z bratem wiszące nad moim łóżkiem. Byliśmy na nim jakieś pół roku przed jego wypadkiem. Roześmiani, szczęśliwi... westchnęłam ciężko i w końcu podniosłam się. Wstałam z łóżka, po drodze zrzucając z siebie piżamę prosto na różowy, puchaty, miękki dywan. Stanęłam nago przed lustrem, spoglądając w nie. Następnie złapałam za skórę na brzuchu sprawdzając, czy na pewno nie pojawiło się na nim za dużo tłuszczyku. Wszystko było w porządku, mogłam więc na spokojnie się ubrać. Zaczęłam od bielizny, następnie włożyłam białe rajstopki, różową sukienkę. Włosy przeczesałam i upięłam w kitkę z boku głowy. Poprawiłam też grzywkę i lekko podkreśliłam oczy tuszem do rzęs. Upewniłam się jeszcze raz, że wyglądam zadowalająco i wyszłam z pokoju. Weszłam do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej przygotowaną dzień wcześniej sałatkę. Zapakowałam ją w różowe pudełeczko z kotkami i odłożyłam do torby leżącej w przedpokoju. Resztę sałatki nałożyłam na talerz, usiadłam przy stole i zjadłam ją szybko na śniadanie. Mama i siostra jeszcze nie wstały, zebrałam się więc szybko. Założyłam buty, sprawdziłam zawartość torby, upewniłam się, że wszystko mam i byłam gotowa do drogi. Dzień jak codzień, prawda?
W szkole starałam się słuchać nauczycieli, moje myśli pochłonięte były jednak czymś innym. Słowa. Pod zeszytem szkolnym trzymałam swój ulubiony różowy notes, w którym zapisywałam słowa piosenek, rysowałam projekty strojów i wrzucałam kartki z pięcioliniami. Tym razem również zapisywałam kartkę losowymi sylabami, brzmiącymi całkiem nieźle. Wtem z zamyślenia wyrwał mnie odgłos otwierania drzwi.
- Przepraszam za spóźnienie... - Mruknął jakiś chłopak. Odwróciłam głowę w stronę spóźnialskiego i zamarłam.
Białe włosy. Białe. BIAŁE. Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam wzrok, wbijając go w okno. Ten koleś automatycznie wzbudził we mnie strach. Wiem, że nie powinnam oceniać osób tak szybko, ale... te włosy... ugh!
Na następnej godzinie pojawił się jeszcze jeden gość.
- Dzisiaj dołączy do was nowy uczeń. - Mamrotał wychowawca niezbyt chętnie. - Przeskoczył kilka klas, jest bardzo inteligentny. Powitajcie go ciepło. Nazywa się...
Tu zamarł, wpatrując się w karteczkę z nazwiskiem. Nie miał najwyraźniej pojęcia, jak to przeczytać.
- Olavi Veli Korhonen, ty śmieciu! - usłyszałam dziecinny głos i mały chłopiec wszedł do sali, spoglądając na wszystkich z wyższością. - Nazywam się Oliver. Zapamiętajcie to sobie.
Ten chłopiec również nie wzbudził we mnie pozytywnych odczuć. Był ładnie ubrany, ale nie dość, że płci męskiej... to jeszcze jakiś taki wyniosły i arogancki. Ugh. Nienawidzę takiego typu ludzi.
Westchnęłam, podpierając głowę dłonią. Niech ten dzień się szybko skończy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz