czwartek, 14 maja 2015

Oliver

Ach, niech to szlag. Nie udało mi się oswoić sługusa. Chyba go zdenerwowałem. Westchnąłem, słysząc, jak się zdenerwował.
- Zabawna jest, no. Taka... urocza. - Uśmiechnąłem się. - Widziałem ją na Twojej ławce, zanim ją schowałeś. Nie jesteś aż tak męski, co?
Wtem przybyła do nas jakaś dziewczyna. Jej końcówki włosów były różowe. Fuj, farbuje. Obrzydliwe. Zapytała mnie o książkę, którą czytałem. Może nie jest tak głupia, na jaką wygląda...? Nagle jednak wspomniała o tej obrzydliwej bajce, cały czar prysł.
- Chcesz przeczytać książkę ze względu na tak denną bajkę? - Parsknąłem śmiechem. - No to się zdziwisz. Oczywiście, pożyczę Ci ją, ale nie zdziw się. Quasimodo wcale nie jest tak ludzki, jak u Disneya...
Po chwili dziewczyna wyciągnęła rękę, przedstawiając się. Uścisnąłem ją grzecznie.
- Olavi Veli Korhonen, możesz nazywać mnie Oliverem. Wracając do lektury...
Ledwo się odezwałem, białowłosy wrzasnął że jestem śmieszny i wybiegł. Spojrzałem na niego zdziwiony i wzruszyłem ramionami.
- Tacy jak on i tak zazwyczaj wracają.
Westchnąłem, kręcąc głową z dezaprobatą. Ciekawe, o co mu mogło chodzić. Aż tak wystraszył się tamtej dziewczyny?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz