Dzień zaczął się inaczej niż zwykle. Po pierwsze – uciekł mi pociąg. Na szczęście był na tyle wcześnie, że mogłam przesiąść się na rower. Do szkoły dojechałam parę minut przed zajęciami. Dziękowałam w duchu, że nie mam dzisiaj zajęć z instrumentem, bo bym chyba się zabiła. Mój rower nie zna pojęcia równowagi. Zaduszana wbiegłam do klasy. Miałam szczęście – nauczycielka jeszcze nie dotarła. Równo z rozbrzmieniem dzwonka opadłam na swoje krzesło. Ze zmęczenia nie podniosłam się, gdy profesorka pojawiła się w Sali. Grunt to nie siedzieć w pierwszej ławce. Gdy inni siadali ja ociężale wyciągałam zeszyt. Mój mózg odmawiał jakiejkolwiek współpracy, więc połowę WOs-u przesiedziałam półprzytomna. Obrodziło to w masę nut na okładce z twarzami, rękami i innymi powyginanymi kończynami. Patrząc na swe dzieło poczułam się w pewnym momencie niekomfortowo. I tu nie chodziło o moje – małe – zdolności artystyczne. Moja sąsiadka ewidentnie oparła się o moje ramię. Najpierw myślałam, że patrzy przez nie na moje gryzmoły, ale dopiero po jej cichym, głębszym westchnieniu zrozumiałam, że byłam… poduszką. Delikatnie odwróciłam głowę w prawo. Różowowłosa ewidentnie się na mnie położyła i spała w najlepsze. To była Luka, dziewczyna małomówna i zamknięta w sobie. Od początku roku wymieniłyśmy ledwo parę słów. Ona cicha, a ja często zbyt zajęta swoim światem, aby zadbać o bliższe stosunki z sąsiadką. Jednak tym razem stosunki były „zbyt” bliskie. Zaczęłam lekko potrząsać ręką – nic. Podniosłam ją wysoko udając, że poprawiam sobie kucyk – żadnej reakcji, no może oprócz tej, że o mały włos nie położyła mi się na kolanach. Moje wyprostowanie, jak struna dało podobny efekt. Koleżanki z ławki obok zachichotały. No tak, śmiejcie się. To nie wy się z nią męczycie – przeleciało mi przez myśl. Kiedy wreszcie zrezygnowałam z bezsensownej walki nauczycielka postanowiła wziąć kogoś do tablicy. Na złość się patrzy w naszą stronę, prawda? Poczułam, jak jej ostre spojrzenie celuje dokładnie w naszą ławkę. Szybko się podniosłam i nie namyślając się wstałam z ławki. Megurine przywaliła głową w stół. Później przeproszę. Miałam szczęście, że musiałam narysować tylko diagram na podstawie danych z zeszytu – tak podebrałam jednemu z tych pilnych z ławki i dzięki temu miałyśmy we dwie wolne do końca lekcji. Na przerwie tuż po wyjściu z klasy ktoś mnie odciągnął na bok.
- Za co mi to zrobiłaś? – Zapytała ze złością różowa.
- Nie mam pojęcia o co Ci chodzi!
- Przez ciebie walnęłam w ławkę!
- Gdybym nie wstała to byś oberwała od psorki - odparłam stając twarzą w twarz z niebieskooką.
Luka na chwilkę zastanawiała się po czym westchnęła.
- Więc pewnie mam ci teraz podziękować?
- Nie trzeba, następnym razem postaraj się nie kłaść się mi na ramieniu, to obejdzie się bez uszczerbków na zdrowiu.
- Ludzie są wygodniejsi niż ławka. No, ale niech ci będzie. A może pozwolisz mi się na czymś innym kłaść? Wiesz co, lepiej jednak zapomnij – dodała po chwili.
- Jak tam chcesz - powiedziałam poprawiając sobie kucyk. - W sumie to przepraszam - odparłam podając rękę na zgodę. Luka ją przyjęła, uśmiechając się lekko.
- Ja także.
- To czego by nie było do zobaczenia na następnych zajęciach - odparłam idąc w głąb korytarza. Różowowłosa odmachała mi na pożegnanie.
Ten dzień zaczął się dziwnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz