czwartek, 7 stycznia 2016

Rin

-A ja Rin! Miło mi! I nie przepraszaj... To moja wina ...- wymamrotałam pod nosem- Swoją drogą... Boli?- spytałam przygnębiona sytuacją.
-Eh... nie za bardzo- odpowiedziała mi krótko, po czym widocznie speszona spuściła głowę w kierunku mojego puchatego dywanu. Wydawała się liczyć każde włosie które napotkał jej wzrok
-Naprawdę...- ciągnęłam dalej- miałam nadzieję trafić w bark Cul, lub w ścianę... Łatwiej byłoby sie wytłumaczyć z odcisku buta na wysokości metra osiemdziesięciu, jak potem mieć na sumieniu czyjąś ranę... Naprawdę mi przykro...- już całkowicie przygnębiona z tego powodu, miałam zamiar chylić się w pół jak tradycja nakazywała. Dziewczyna na sam ten widok zerwała się śpiesznie i podeszła do mnie.
-Ale naprawdę! Nic się nie stało!- dużo pewniejsza siebie jak wcześniej uśmiechnęła się do mnie pierwszy raz. Odpowiedziałam jej najpromienniejszym uśmiechem jakim tylko mogłam.
-Cieszę się że nie masz tego za złe!- krzyknęłam już ze swoim normalnym zapałem.
Skończyłam gotować, zadowolona z siebie położyłam talerze na stół. W garnku mam jeszcze dwie porcje z dokładkami... Nie wiem czemu, coś mi mówi że będę mieć więcej gości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz