Kiedy się obudziłem, Lena już nie było. Pożyczone mu rzeczy były porządnie złożone, tak, jak lubię. Nie miałem jednak zamiaru samodzielnie ich prać. Zebrałem je zatem do torby, umyłem się, ubrałem (jak zwykle strojnie i bardzo elegancko) i pojechałem w stronę pralni. Zostawiłem w niej moje rzeczy, zapłaciłem i postanowiłem zaczekać w centrum handlowym, żeby się nie wracać. Wszedłem pewnym krokiem, rozglądając się za jakąś księgarnią.
"Mała jest Twoja pała!" - usłyszałem nagle.
Odwróciłem się i zmierzyłem wzrokiem zielonowłosą. Cóż za dziecinada, brak smaku i taktu. Westchnąłem.
- Żenada. - Mruknąłem pod nosem. Mogła mnie w sumie usłyszeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz