-Idziesz na Karaoke?- spytałem po dłuższej ciszy- Też idę. Może byśmy poszli razem, jestem z okolicy i wiem gdzie prawdopodobnie są.
-Tak! Idę!- odparła entuzjastycznie- Dzięki, zgubiłabym się chyba po paru sekundach... A co z innymi? Zapraszał sporo osób...
-Mam głupi pomysł...- odparłem jedynie.
Podszedłem do okna, jednego z większych, i przy którym jest największe natężenie ruchu. Wdrapałem się na parapet, po czym kilka razy zaklaskałem. Jestem idiotą....
-Heeej! Każdy kto idzie na karaoke! Albo chce iść! Idziemy do- w tym momencie zacząłem wygłaszać dokładny adres i opis drogi. Wszyscy by się pogubili...
Zbiegowisko na 5 minut i wszyscy wiedzieli co i jak.
-Rin idź do siebie, ja będę za 10 minut, dosłownie, wtedy pójdziemy. Dobrze?- Kurde... Jestem dziwny, sam siebie nie poznaję...
-Okej~
Znikła za drzwiami swojego pokoju, ja niewiele czekając poprułem do domu. Inne spodnie, koszula jako narzuta i podkoszulek, winno być okej... Wpadłem do pustej posiadłości jak paralityk i wbiegłem po schodach. Zrzuciłem torbę i spakowałem wszystko co niezbędne do kieszonek koszuli. Przebrałem się bardzo szybko, chyba pobiłem swój własny rekord... Pobiegłem znów do szkoły, a konkretnie akademika, czemu coś mi mówi że będę tu częściej. Zapukałem do drzwi. Dziewczyna ukazała mi się w trochę rockowej odsłonie, dobrze że mam czarną koszulę.., I glany, jak ona... Czerwone starte glany, do tego spódniczka przechodząca z czerni w czerwień, i magnatowa bluzka ze srebrnymi okręgami różnej wielkości i grubości. Całość zakrywał lekki czarny sweterek, ala płaszczyk, jednak był to wciąż sweterek. Włosy miała takie jak wcześniej tyle że kokarda była w czerwoną kratkę i miała drobną koronkę naokoło. U boku widniała biała torebka. Wyszła i zamknęła drzwi.
-To jak idziemy?- zagadnęła.
Jedynie to przytaknąłem i ruszyłem przed siebie. Rozpoczęliśmy konwersację, na różne tematy, przeszłość, ojczyzna i takie tam inne, ulubione znienawidzone rzeczy i podobne. Odwróciła się i zaśmiała. Za nami szło kilka dziewczyn i osób ogólnie.
-Widzę Irohę- powiedziała, ale chyba z kimś rozmawia. Idą na dystans z nadzieją że ich nie zauważymy, albo że chociaż nie będą przeszkadzać. Nie dziwię się im. Też nie lubię przeszkadzać- jedyne na co się zdobyłem to uśmiech.
-Riiiiiiiin!- Rozległ się paniczny krzyk blondyna który machał do nas z niejakiej odległości. Zmierzyłem go wzrokiem, na japończyka to on mi nie wygląda- I'm glad to see you!- dopowiedział chyba po angielsku- Um, hi, I'm Yuu Hyoung.
-Matko, bosko, Riś, ja mam jeden z anglika, ledwo dwa. Halp...
-Hej- odparła- To jest Len, jest lekko przewrażliwiony nie masz co się bać!- powiedziała radośnie i po angielsku ( len dalej nie rozumie co oni gadają, ale ja wam z polska pisze xD )- Idziesz na Karaoke?
-Tak. Zgubiłbym się w przeciągu chwili... W sumie, to ta chwila była już jakieś 30 minut temu... Hehehehe- odparł zakłopotany blondynce- Miło mi poznać!- znów powiedział wyraźnie do mnie.
-Mi też...- powiedziałem niepewnie- Riś Halp, Ploszę...
-Yuu, on nie zna angielskiego, więc jak coś od niego chcesz to mów.
Stanęło na tym, że była tłumaczem... Nawiązaliśmy nawet dobry kontakt, gdybym mógł go jeszcze podtrzymać... Byłoby dobrze... Kolejne 20 minut marszu upłynęło szybko. W sumie nam już się rozkręciło karaoke. Śpiewaliśmy co nieco z pamięci. A tłumek za nami chyba pod chwytał. Na zmianę wybijaliśmy rytm, i śpiewaliśmy. Ciekawe ilu osobą poprawiliśmy humor takim zachowaniem.
W pewnym momencie ujrzałem białowłosego zmierzającego w stronę drzwi.
-Już niedaleko!- ogłosiłem wszystkim, odwracając się do nich i machając.
-Piko!!!- wydarła mi się wprost do ucha, a ja się biedny wywaliłem. Wstałem i spojrzałem na kokardową damę- Co ty tu jeszcze robisz!- wrzasnęła, i odciągnęła go od celu, czyli drzwi.
Wróciła z nim tutaj, stanęła przy mnie i spojrzała przepraszająco.
-Jestem Len -zagadnąłem.
-A ja Piko- zdążył jedynie, bo blondynka popchnęłą go w głąb ludzi i zostawiła przy dziewczynie z jedną kitką.
-Nie ma za co- usłyszałem z jej ust- Ludzie! Czas na Karaoke!- wykrzyczała i ruszyła dalej, po drodze złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Wystawiony na działania aż takiego optymizmu to ja dawno nie byłem. Ale na 99,99% wyjdzie mi to na dobre. Wparowaliśmy wielką grupą do największego pokoju karaoke jaki jest w tym budynku. Pierwszy raz w nim jestem, i szczerze, to gigant... Ogromny, przerośnięty gigant.
Nagle Rin dostała jakiegoś ataku szału od razu ją złapałem i próbowałem utrzymać, ciężko, cholerka silna dziewczyna. Usiadłem na kanapie i trzymałem ją cały czas, co chwila potykała się o własne nogi i upadała na moje kolana, potem znów wstawała i nabierała sił początkowych.
-Damo Kier gdzie jesteś?!- jęknąłem rozpaczliwie, nie wiem jak ją uspokoić...
Po chwili ten sam blondyn, co wcześniej gadał po angielsku podszedł do nas. Bez pytania próbował ją rozkojarzyć, żeby się zdekoncentrowała, ale cholera jedna ma podzielną uwagę.
-Kto ma numer do niejakiej Cul?!- ryknąłem na całą salę- Niech tu będzie szybciej.
Bo ona mi tu zaraz kogoś paznokciami zarżnie! Kurde ma glany, niedobrze. Krzyżyk na drogę temu co ma u niej na pieńku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz