sobota, 17 października 2015

Cul na dachu

Upewniłam się, że Rin zajęła swoje miejsce na dachu po czym bezpiecznie wycofałam się z powrotem na korytarz. Jednak, no cóż niezdrowa ciekawość o dalsze losy przyjaciółki zaczaiłam się przy wejściu. Oparłam się o ścianę i wyciągnęłam telefon. Mój kochany brat dobijał się do mnie jak jakiś idiota. Ci faceci... skoro o nich już mowa to obiekt westchnień Rin stał jak głupi centralnie, na środku przejścia na dach. Widząc, jak powoli zbiera się tłum rozchichotanych dziewcząt i poddenerwowanych innych uczniów ruszyłam do akcji. Popchnęłam blondyna w plecy mówiąc, aby się ruszył. Spojrzał na mnie skośnie, ale wykonał polecenie. W ten o to sposób dostałam się na dach, gdzie być mnie nie miało. Przepuściłam ludzi i wróciłam na klatkę schodową, to jest nie do końca siadłam po drugiej stronie murka bijąc się sama ze sob. Raz, aby nie podsłuchać. Dwa, aby nie wyciągnąć aparatu. Nie udało mi się jedynie ich podsłuchać. Po skończonej rozmowie z bratem, który nie umie obsługiwać kuchenki, delikatnie wychyliłam się zza winkla. Akurat musiałam spojrzeć, gdy Rin oparł się o Lena. Aparat wyciągnęłam odruchowo, dwie sekundki później miałam dwa zdjęcia owej pary. Miałam nadzieję, że wyszły, bo mądra zapomniałam flesza wyłączyć. Szybko wróciłam na swoje miejsce. Podpięłam słuchawki do telefonu i puściłam cicho muzykę, aby choć trochę odciąć się od świata zewnętrznego i w spokoju poczekać na przyjaciółkę. Spokój przerwał mi dzwonek na następną lekcję. Marudząc pod nosem, jak inni zaczęłam zbierać się do wyjścia. Miałam zejść, gdy usłyszałam głos blondynka:

- Czerwona damo kier! Możesz przyjść! Wiem, że jesteś za murkiem, widziałem lampę!
Czerwona dama kier?  Przecież sam kier jest czerwony, ty idioto. Pomyślałam z grymasem. Pewnie o mnie mu chodzi, ale po kiego mnie potrzebuje?
Wychyliłam się ze swojej kryjówki i spojrzałam pytająco. Na moje oko to nieźle sobie radzili.
- Śpi, prawdopodobnie od mojej opowieści. Co z nią zrobić?
Em... takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, nie miałam pojęcia, co dalej. Pójść i od tak mu coś wygarnąć? Przecież on mnie nie zna...
- Jestem Len, ale to już chyba wiesz, a ty? - Zapytał jakby czytał mi w myślach. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do niego. Aparat swobodnie dyndał na moim lewym nadgarstku, nie ma co ukrywać i tak wie, że go mam.
- Kitamura. Cul Kitamura - odpowiedziałam wyciągając do niego rękę. Kucnęłam przed przyjaciółką i przejechałam delikatnie dłonią po czole. - Na szczęście nie ma gorączki. Już się bałam... - przygryzłam wargę. - Załatwię to - odparłam przysuwając się do drugiego boku Rin. Delikatnie uderzyłam ją w policzka, ale nic to nie dało. - Jakbyś był łaskaw nie słuchać - powiedziałam dając do zrozumienia, żeby lekko się odsunął. Zdziwiony przesunął się o kilka centymetrów. Przyłożyłam dłonie do jej ucha i wyszeptałam:
- Ślinisz się, jak buldog na widok jedzenia - na te słowa Rin natychmiast się ożywiła. Jednak zbyt szybko i dostałam od niej z łokcia w brzuch. Przynajmniej Lenowi nic nie zrobiła...


---------
PS. jeśli można, to Yuu napisał coś tak jakby do Gakupo... o3o

2 komentarze: