Pomijając fakt, że wszystko mi się dwoiło i troiło w oczach z Luką szło się nawet znośnie. Stwierdziłam, że już nigdy się nie napiję do tego stanu, ale wiedziałam, że i tak za co najmniej dwa dni znów sięgnę po flaszkę. Było to zarazem smutne, ale i radosne. Nie rzuciłabym najlepszego przyjaciela, jakim jest alkohol, tak łatwo.
- Może być wó... woda. - w porę się poprawiłam uznając, że jednak większa ilość promili w mojej krwi nie zaowocowałaby pomyślnymi skutkami. Zataczając się sięgnęłam do tylnej kieszeni spódnicy i wyciągnęłam z niej piękną, okrągłą monetę. - Prosz... Gdyby została jakaś reszta zachowaj dla siebie. - próbowałam mrugnąć okiem, ale zamiast tego zachwiałam się niebezpiecznie z trudem utrzymując równowagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz