sobota, 5 grudnia 2015

Rin do Cul, i Yuu

-Wait!- krzyknęłam gdy blondyn już zamykał drzwi- Powiesz mi jakie te żelki, czy nie?- ciągnęłam dalej po angielsku, a ognistowłosa słysząc co mam na myśli zaliczyła kolejnego facepalm'a- Nie klaszcz tak o głowę bo ci ślad na ryjku zostanie~- rzuciłam przekornie, a ona już zalała się czerwienią- Też cię lubię~ To, co Yuu?
Podał mi nazwę i typ żelków. Przyjaciel w stanach chce mi wysłać paczkę na święta, o ile ja mu wyślę miesięczny zapas Pocky i kilka zestawów poopin cookin ( te, zrób to sam, czy coś, na przykład: hamburgery, te proszki i woda nooo nie pamiętam dokładnie nazwy ;w; )... Da się załatwić bez problemu~ W szczególności, że podał nazwę rodzinnej firmy ów przyjaciela, to dostane tego duziooooo~ Razem z Cul wtargałyśmy zakupy do mojego pokoiku i pochowałyśmy je na miejsce. Zapas do stworzenia cukrzycy mam nie mniejszy od zestawu chłopaka.
-No nie...- jęknęła dziewczyna, zamruczałam pytająco i podeszłam do niej zamykając lodówkę.
-Pełna?! Jak to?! Prawie zawsze jest pusta! Przed zakupami też była pusta!
Mowa o mojej szafce ze słonymi przekąskami i słodyczami. Ostatnio przecież brałam ostatnią paczke serowych chrupków... Uporałyśmy się jednak ze wszystkim, weszło na wcisk... No dobra, paluszki się nie zmieściły, więc zostały na stole.
-To co cię dręczy?- zabrzmiałam niczym wysokiej klasy psycholog, więc obie wybuchłyśmy śmiechem- Dobra- wydukałam ocierając łzę śmiechu z polika- A tak serio?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz