wtorek, 21 lipca 2015

Luka do Yuukałki :v

Ta lekcja śpiewu była koszmarna. Kompletnie bez energii wyszłam z sali. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego! Z tego co wiem, ma być jeszcze jedna... Moje życie nie ma sensu.
Po głośnym i wielkim westchnięciu zaczęłam szukać mojego ,,partnera". Od siedmiu boleści. O! Jest! Stoi pod ścianą jak... nie, dobra nieważne. Podeszłam do niego. Bo tak naprawdę, chciałam mieć z tego przedmiotu jakoś dobrą ocenę. A wydaje mi się, że nie można zmieniać ludzików. Więc, jestem na niego skazana.
- Beznadziejnie nam szło. Skoro tak, to co robimy?
Westchnął, prawie tak głośnio jak wcześniej ja.- Musielibyśmy poćwiczyć albo coś...- Mamusiu, jaki Sherlock. Przez chwilę myślał, a potem oznajmił- Wiem!- Złapał mnie za rękę i pobiegł korytarzem.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam. Nie lubię być ciągnięta. I to ma być piątek...?
- Gdzieś widziałem tutaj... o mam - mówiąc, wskazał na jakoś salę. Weszliśmy do niej.
Gdy ją trochę obejrzałam, mruknęłam.- Nawet ładnie tu...
- Nie idzie mi śpiewanie - oznajmił. Chyba starał się być spokojny. - To wpadłem na pomysł, że może jak to zagramy to jakoś lepiej pójdzie, a i sorry za wcześniej - dokończył, wyciągając do mnie rękę.
To chyba międzynarodowy znak pojednania. Wszędzie go widzę!
Jednak, by nie wyjść na księżniczkę, przyjęłam ją. Otworzyłam usta by powiedzieć coś, ale zaraz je zamknęłam. Wolę zostawić to dla siebie. - Czyli ja śpiewam ty grasz?
- Dla mnie byłby to układ idealny - odpowiedział, siadając za kibordem. - To chyba nienajlepszy instrument do tego... - mruknął, drapiąc się w głowę i jednocześnie patrząc krzywo na nuty.
- A umiesz na czymś innym grać? I czy tu w ogóle jest coś innego? - spytałam, rozglądając się. Sala wyglądała na bardziej przystosowaną do egzaminów. Z tyłu były jakieś mniejsze drzwi.
- Gram na perkusji - odrzekł, patrząc na tekst- i z gitary co nie co pamiętam... a ty?
- Tylko flet- powiedziałam, wzruszając ramionami.- Nie lubię innych instrumentów.
- Tak też można. Zobaczymy czy jest coś w składziku.
Podeszłam do wspomnianego pomieszczenia.
- I jak?
- Nie ma ani fletu ani twoich. Same dęte.
- Ciężki los - powiedział, wracając do klawiatury - spróbujmy z tym kibordem.
- Ech...- westchnęłam.- Zaczynamy?
- Yhm, najpierw Ci zagram, potem powiem, w którym momencie masz wejść, pasuje? - Zaczął rozkładać nuty.
- Mhm.
Musiał tak zawzięcie grać? Nagle przerwał. Czas przygotować się na wykład! - Na początku leci sobie melodyjka, gdy zaczynam mocniej uderzać w wybrane klawisze -pokazał- to zaczynasz śpiewać.
- Rozumiem.- Czy on naprawdę miał mnie za idiotkę?
- Jakby to była perkusja to bym jakoś inaczej zaakcentował - powiedział niezbyt ucieszony. Dobrze ci chłopczyku. - To co, ćwiczymy dalej?
- Mhm...
Zaczął grać. Zaczęłam śpiewać w odpowiednim momencie i jakoś to leciało. Ale, w połowie zadzwonił dzwonek.
- Chyba musimy się zbierać - oznajmił, odchodząc od instrumentu.
- Zginiemy marnie - podsumowałam optymistycznie.
- Jeśli karzą mi śpiewać to na pewno...
- Zaraz, mamy jeszcze jakieś lekcje? - spytałam, zastanawiając się.
- W sumie nie wiem, nie dostałem jeszcze planu...
- Ja zawsze patrzyłam w necie lub w szkole. Jeśli coś mamy, to powinniśmy się zbierać.
- Mnie to jedno - odparł opierając się nonszalancko o ścianę. -Wyjął grę. - To co robimy?
- Szukamy planu albo idziemy do domu - odpowiedziałam, jakie opcje widzę.
- Poszukamy planu, jakieś zdjęcie na poniedziałek, by mi się przydało, a potem i tak muszę zahaczyć o gabinet nauczycielski - westchnął ciężko idąc w stronę drzwi, nadal grając.
- Po co ci pokój nauczycielski?
- Mam papiery do oddania dyrektorce - pomachał mi swoją torbą, którą miał przewieszoną przez ramię - cudowni rodzice zapomnieli o moim miejscu zamieszkania. - Zaczęłam się głośno śmiać. Sama nie wiem dlaczego. Chyba by rozładować siebie lub atmosferę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz