czwartek, 11 czerwca 2015

Galaco

 Wstałam jak zwykle pięć minut przed czasem.  Widocznie przyzwyczaiłam się do tego, że  budzę się pierwsza. Jeszcze bardziej wspomagał to fakt że miałam pierwszy raz iść do nowej szkoły. Przecież nie mogłam się doczekać. Ubrałam się jak najszybciej.  Ponieważ ta szkoła, tak jak większość  tych do których chodziłam nie posiadała mundurków (a miałam taką nadzieję że jednak będą),  wzięłam beżową sukienkę z szafy, jakąś trójkątną spinkę, czarne baleriny i białe podkolanówki.  Dom w którym mieszkałam z siostrami ciotecznymi był dość duży.  Podeszłam do drzwi w którym spały aby je obudzić. Obie chodziły do gimnazjum, a więc najstarsza byłam ja i miałam ich pilnować. Obudziłam je, i  zostało mi jeszcze trochę czasu.
               Podniosłam telefon z biurka. Mój starszy brat, Kou, zawsze chciał mnie obserwować. Nie żeby mi  się to jakoś szczególnie podobało. Raczej irytowało. Weszłam do kuchni, chcąc przygotować cokolwiek.  Nigdy nie byłam szczególnie dobra w gotowaniu, ale jak trzeba to trzeba. Zrobiłam jakieś kanapki, włożyłam jedną do torby. Razem z książkami, fletem i planem lekcji. Założyłam jeszcze zegarek na rękę. Może działam trochę chaotycznie, ale bez zegarka nie ruszę się nigdzie! To tak jakby przypominało mi o moim domu. Spojrzałam na zegar w kuchni. „8:45, wyjdę o 8:50”- pomyślałam.  Chwyciłam torbę, zamknęłam dom, zawiesiłam klucze na szyi i schowałam telefon do kieszeni w sukience.   Wyszłam spacerkiem, bo dokładnie pilnowałam czasu od momentu wyjścia.
           Kiedy weszłam do budynku, rozejrzałam się. Wygląd odbiegał trochę od szkół które pamiętałam z Szwajcarii. Poza tym, większość uczniów to Azjaci.  Ciekawi  mnie to jak się dogadam.  Podeszłam do jednego z nauczycieli, potwierdziłam swoją obecność  i  pobiegłam pod klasę. Ciekawe czy jest ktoś z kim mogę się zaprzyjaźnić? Albo czy uda mi się z kimś jeszcze dzisiaj porozmawiać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz