Śmialiśmy się z Lenem przez dobre dziesięć minut. Po pierwsze, kapcie Rin były o wiele rozmiarów na niego za małe i różowe gdy je ubrał wyglądał komicznie. Ale żebym nie był gorszy to następny byłem ja w kolejce do niecodziennego dla faceta obuwia. Ubrałem króliki na stopy i dumnie przeszedłem się wzdłuż korytarza, jakby to był wybieg. Czemu robię takie głupoty? Zganiłem się w myślach, choć z drugiej strony nic mi to nie robiło. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak dobrze śmiałem się z kumplem... Wracałem do pokoju, gdy koło mnie przebiegła czerwonowłosa. Efekt był taki, że wpadłem prosto na Kagamina wywracając go na ziemię.
- Are you... fine? - *w porządku?*
- Y-yes - wydukał, a potem zrzucił mnie z siebie. Oboje usiedliśmy na ziemi, Len wziął głębszy oddech - Sorry about that...
- To ja powinienem przepraszać. Jesteś może głodny? Ko-kolacja za chwilę... - dukałem po japońsku.
- Ciekawe kto pierwszy, ty czy Rin... - powiedział prostym japońskim za co byłem mu wdzięczny. Choć nie do końca zrozumiałem.
- Nie rozumiem - odpowiedziałem lekko zmieszany idąc do kuchni.
- Przecież, jak ta tu wpadnie to albo z gotowym jedzenie, albo w ekspresowym tempie je zrobi... - usłyszałem pracę translatora za sobą. Po wyjściu Rin postanowiliśmy używać głosowego tłumacza. Chwilę potem drzwi do mojego "pokoju" (choć może określenie mieszkanie bardziej by pasowało...) głośno trzasnęły i trzecia blond włosa osoba pojawiła się w korytarzu. - O wilku mowa.
- Hej, Rin! Długo Cię nie było. Coś się stało?
- Po wycieczce maszerujecie mi kupić buty! Rozwaliliście mi je! - Zawołała oburzona. Przełknąłem ślinę.
- Em... d-dobra, tylko nie bij - powiedziałem uciekając do kuchni - zrobię kolacje co chcecie?
- Poczekamy na Cul - wycedziła przez zęby - będzie za jakieś dwie godziny. Śpi u mnie. Może Len tutaj spać? Jakie przekąski przytachać? Akcji z Haku masz juz tego niewiele...
- Ok, już mu to proponowałem - odpowiedziałem z uśmiechem - może coś słodkiego... nie wiem, na co macie ochotę.
- Ugh no dobra. Len chodź ze mną - zakomendowała Rin głosem nieznoszącym sprzeciwu. Spojrzeliśmy na siebie z Lenem i oboje wzruszyliśmy ramionami. Na tą istotkę nie ma mocnych. Po chwili zostałem sam w mieszkanku.
~~~ Cul ~~~
Na plecach miałam największy plecak turystyczny jaki udało mi się wydobyć w domu, a w ręce kilka reklamówek z jedzeniem. Skoro ma nas być czwórka to coś będziemy musieli zjeść. Szłam ulicą prowadzącą do akademika, gdy nagle rozerwała sie jedna z siatek.
- Cholera! Ja to mam szczęście! - Wydarłam się zła.
- Cul?
- E? Luka? - Zapytałam zdziwiona obracając się do tyłu. - K-kope lat?
- Pomóc Ci? - Zapytała jak zwykle znużonym tonem.
- Było by miło - odparłam z lekkim uśmiechem - właśnie idę do Rin, a ty co robisz o tej porze na mieście? - Spytałam gdy razem zbierałyśmy moje rozwalone zakupy. Na zegarku była już siódma wieczorem.
- Załatwiam pewne sprawy.
- Aha... em... a może chciałabyś spędzić wieczór z nami? Wiesz wycieczka za rogiem, poznalibyśmy się już trochę wcześniej... a Rin zaprosiła mnie na wspólne granie u Yuu... - mówiłam trochę niepewnie.
- Yuu? Zakochany w grach blondyn? Naprawdę spędzasz wieczór z tym kretynem?
- Em... uwierz mi, znam gorszego kretyna - odparłam lekko się chmurząc - pewnie będzie tam jeszcze Len, jak nie chcesz to nikt nie zmusza.
- Len...? Nie kojarzę gościa. A Rin, to ta blondynka, co na karaoke była prawie cały czas w centrum?
- Tak, to ona. Len, to trzeci blondyn z naszej klasy. To co przyłączysz się? Sama nie umiem zbyt dobrze grać w gry, ale może być zabawnie, jak zbierzemy się w większą grupę. - Luka zastanawiała się przez dłuższą chwilę po czym się zgodziła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz