niedziela, 27 marca 2016

Rin

Po wesołej rozmowie z blondynami poczułam jak mój telefon daje mi ogromny sygnał. Zerknęłam na wyświetlacz ujrzalam zdjęcie moje i roześmianej czerwonowłosej. Szybko zeskoczyłam z wygodnego siedzenia i biegiem ruszylam do wyjścia. W biegu założyłam byle które łapcie i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Wbiegłam na półpiętro i odebrałam telefon.
-Halo?- spytalam delikatnie. Podparlam się onparapet wysokiego okna i przy odbiciu usadowiłam się na nim.-Cul co jest?- cisza w słuchawce powoli zaczęła mnie niepokoić.
-R-rin mam problem...- powiedziała drżącym głosem, a po chwili przerwy powiedziała że chodzi o Sky Towera Pierwszego...
-Co dokładnie?- powiedziałam spokojnie, głos ma jakby miała się zaraz rozpłakać, a nawet nie wiem gdzie jest- Gdzie jesteś?
-J-jestem w mieście...-wydukala w końcu z siebie- Jestem debilką...
-Cul, wstań, i w stronę akademika. Juz. Mam lody~-powiedzialam pociesznie- Ale co sie stało?
- Już się zbieram. Dużo do gadania nie wiem od czego zacząć... może od tego, że niczego mu nie powiedziałam... - przełknęła ślinę, a ja zeskoczyłam z parapetu - On musi mieć cholernego bliźniaka - podniosła głos zdenerwowana całą sytuacją, jaka zapewne miała miejsce- będę u Ciebie za dziesięć minut, zrób mi miejsce w tej gupie butów - mruknęła do słuchawki.
-A rozbawic cię?- spytalam wesoło spoglądając na swoje buty. Ta swoje.
-No dawaj...-usłyszalam krótką i smętną odpowiedź.
-Byłam u tego co tylko po angielsku gada... Byłam tam z Lenem... Wystrzeliłam z pokoju w jego kapciach... Serio... Teraz jestem w przydużych, niebieskich chyba nowych Nike'ach...
- Jesteś pewna, że to Tego no... Yuu? Ponoć ma współlokatora - powiedziała do słuchawki troche weselszym tonem, co mnie ucieszyło.
-Nie, nie Yuu! Lena! Musieliśmy w czymś przyczłapać, no i teraz gdyby chciał do mnie wyjść yo musiałby zapitalać w różowych papciach z królikami!- wybuchłam śmiechem.
-Zaraz będę...- usłyszałam, ale jej jeszcze nie widziałam. A nie, wyłoniła się zza zakrętu. Rozłączyłam się i powoli ruszylam schodami w dół. Cóż... Len jest chwilowo uziemiony... Otworzyłam ciężkie drzwi i stanelam przed nimi, patrzyłam jak cała czerwona (twarz też) zbliża się do mnie.
-Widzisz? Mówiłam że za duże!- wskazałam na swoje kajaki. Ale ona bez słowa mnie przytuliła. Jedyne co to stanęlam na palcach by być choć trochę bliżej jej wzrostu, i odwzajemniłam uścisk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz