poniedziałek, 28 marca 2016

Cul -> Rin

- Zanim cokolwiek powiesz, to oświadczam, że popełniłam samobójstwo - powiedziałam super poważnie ciągnąc za sobą skamieniałą przyjaciółkę w kierunku jej pokoju. Posadziłam na krześle i zaczęłam rządzić się w jej kuchni czytaj zaczęłam robić nam obu herbatę. Rin przetwarzała informacje, a ja zbierałam się w sobie, aby wszystko jej wyjaśnić. Gdy czajnik elektryczny wydał charakterystyczny dźwięk, gdzieś z dołu dobiegł nas śmiech chłopaków.

- Chyba się dobrze bawią... jak ja na... randce - przyznałam niechętnie.
- Propo chłopaków...- zakaszlała teatralnie. - Możemy pójść oddać im buty Lena? W sumie to...- spaliła burka -też nieźle odwaliłam jak cie nie było... No, ale mów! Buty zaczekają! Nie zając! Jego nie. Moje tak.
- Chce zobaczyć Lena w Twoich różowych kapciach - zaśmiałam sie pod nosem - poszliśmy do parku, coś zjedliśmy, a potem zabrał mnie w takie jedno miejsce... przez cały czas był miły i w ogóle, odstawił się... zachowywał się jak na człowieka przystało - zawzięcie wgapiałam się w kubek z herbatą - no i jak tak huśtałam się na huśtawce... no w sumie to on mnie huśtał... no i tak w pewnym momencie zatrzymałam ją... no i...
- Pocałowałaś go? - Dokończyła za mnie - ale to romantyczne! Cul, może...- ucięła.
- Zwiałam stamtąd zaraz po tym jak to do mnie dotarło. Co to ma niby być... rano miałam ochotę go zatłuc, a teraz... nie chce go widzieć z innego powodu - zamarudziłam w kubek.
- Spokojnie ja nie lepsza...
- Zamieniam się w słuch. - Rin wpatrywała się w herbatę... Po chwili spojrzałam na nią z pełnią powagi.
- Powinno ci się oberwać. Bo ktoś inny rano oberwał z glana. Tak. Ten ktoś był tak blady że zlał się z otoczeniem. Po drugie, przez to, że Len mnie po karaoke do internatu odnosił nie wyrobił się do domu. Nie ma kluczy, a kogoś w domu ma dopiero w poniedziałek... I powiedziałam mu że w ostateczności może tu, tak Cul. TU spać.
- Szybka jesteś - powiedziałam upijając łyk napoju - odruch, no cóż ciekawie nie powiem, żadna z nas bez towarzystwa być nie może... - Rin zrobiła się cała czerwona i zaczęła rzucać we mnie powietrzem.
- No cóż... ta wycieczka to będzie horror, Kaito też jedzie. Ty dzisiaj spędzasz noc z Lenem pod jednym dachem... A co u Yuu? On też ma jakieś dziwaczne przygody?
- Po za wkurioną sąsiadką raz na jakiś czas to nie... A nie, nie, nie. Prze pani, ja cie zaraz wyganiam, jedziesz do domu, pakujesz się i wracasz tu. Bo się w poniedziałek spóźnisz.
- Ta jest! - Zasalutowałam - w takim razie się zbieram, bo pociąg pojedzie beze mnie - papa~
- E? Już?!- krzyk dezorientacji- a o której będziesz?
- Za dwie godziny - powiedziałam patrząc na zegarek - dłużej Ciebie sam na sam z Lenem nie zostawię. Zabiorę tylko telefon i portfel, zajmiesz się moim plecakiem?
- Będzie zamknięty na klucz, idę do tych tam...- wyszła razem z Cul - Możemy sobie zrobić wieczorek gier wraz z najazdem na mieszkanko Yuu.
- Uch, niech będzie choć do orłów się nie zaliczam. To do zobaczenia~!
- Papa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz