____________________________________________________________________________________
Tydzień ten zleciał
mnie, mojej mamie i moim przyjaciołom naprawdę szybko. Nie wiedząc kiedy
okazało się że mam już pakować resztki moich rzeczy, by zdążyć na
lotnisko. W sobotę wieczór odwiedziła mnie mama, by pomóc się spakować,
już do końca.
-Mamo! –wykrzyczałam z
mojego pokoiku, do mamy która była w kuchni- Przynieś mi tu ten
nieszczęsny czajnik elektroniczny i te 3 kubki!
Wszystko to pomiędzy
tym jak skrzętnie układałam te 20 teczek piosenek niedokończonych,
podobno moje paczuszki mają wyjść z poczty jutro, czyli w dzień mojego
wyjazdu, oraz mają lecieć ze mną co może ułatwić sprawę, i być niewiele
po mnie w internacie. Mama przyniosła ów czajnik oraz kubki:
-To już jutro na pewno masz wszystko? Nie chcę bym musiała ci wysyłać kolejne paczki zbyt szybko…
-Dobrze mamo wiesz
że, mam wszystko. Do bagażu podręcznego już spakowałam teczkę z
dokumentami, laptopa, ładowarki, elektronikę ogółem. Pozwolenie na
lotnisku załatwiłam, na przewóz tak dużej ilości elektroniki. Jakieś
piosenki też tam są. Gitara akustyczna w futerale, paczka z piosenkami
jakimiś płytami i ciuchami na zimę, czyli kurtką.
-Wiem… Nie mogę się
pogodzić z tym że za kilka godzin będziesz w innym kraju, nie mogę się
pogodzić z tym że porzuciłam cię na te parę lat, chciałam zapomnieć…
Teraz jak chcę być przy tobie odchodzisz…
-Odchodzę by być
lepszym człowiekiem nie zmarnować tej szansy którą dostałam.
-powiedziałam zamykając fioletową teczkę- Jak dojadę zadzwonię na Skype
więc czekaj. I nigdy nie zapomnę, jak się starałaś, miałaś problem,
rozumiem. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy problemy.
Mama zaczęła mówić że
mnie kocha, przytuliłam ją, a ta się popłakała. Zrozumiałe, jedyny kogo
ma, wyjeżdża i prędko nie wróci… Też jest mi ciężko, będę aż tak daleko
od matki, i tak blisko wstrętnego ojca, na samą myśl przeszyły mnie
ciarki.
Następnego ranka o 6
byłam na nogach. Przygotowany strój, wczorajszy leżący już w walizce,
tak samo jak jaśki i ostatni pluszak jakiego mam. Przysiadłam na bagażu,
w okularach słonecznych i kokardzie we włosach, mój długi biały sweter
opadł tak że okrył całą walizkę, miałam na sobie także zwiewną bluzkę na
ramiączkach, i malinowe szorty. Czekałam tak godzinę na mamę, która
zadzwoniła by zawieść mnie na lotnisko. Po całym procesie odpraw:
-Rin, kiedy przyjedziesz najwcześniej?
-Rin, kiedy przyjedziesz najwcześniej?
-Albo kiedy zarobię,
najwcześniej do wielkiej nocy, albo jak szkoła da mi bilet to na
gwiazdkę. Na pewno zaś będę na jeden miesiąc wakacji.
-Długo, jak ja wytrzymam? Jak ty wytrzymasz?
-Damy radę, listy Skype. Będziemy w ciągłym kontakcie… Mamo wszystko będzie dobrze.
-Wiem ale… To tak długo…
~Lot do Japonii, za 30 minut, prosimy pasażerów o przybycie do wejścia samolotu.
Nagle oznajmił głos z głośników. Nie zwlekając przytuliłam i pocałowałam mamę:
-Pa mamo! Do zobaczenia-wykrzyczałam biegnąc już-Niedługo zadzwonię!
-Tak… Cześć!
–pomachała poczym jej ręka opadła a ona usiadła. Wiedziałam że to dla
niej trudne, jak i dla mnie zresztą… Podczas lotu słuchałam muzyki i
myślałam co to będzie; z ojcem , szkołą, internatem. Lot był nawet
krótki i przyjemny. Już w Japonii-pomyślałam. Było ciepło i jasno, do
domu ojca było niedaleko więc postanowiłam się przejść. Dalej z
słuchawkami na uszach odebrałam bagaż, załatwiłam formalności. Po
wyjściu na zewnątrz nasunął mi się uśmiech z myślą „Wreszcie tutaj! ”
myśląc o tym, przystanęłam na chwilę, by nabrać świeżego powietrza do
płuc. Zawiał wiatr, słońce przyświeciło na mą sylwetkę. Ruszyłam w
stronę domu taty, zrzucając okulary przeciwsłoneczne na nos. Wiodło mu
się dobrze, bez jakiś większych problemów nowa żona, nowy dom, nowe
wspomnienia. Po tym jak dotarłam do wielkiej posesji, weszłam na jakże
wielki taras oraz postawiłam walizkę tuż przy drzwiach. Dzwonię do
drzwi, raz, drugi, trzeci, nikt nie odpowiada, a przecież widzę sylwetki
w oknie, zaczęłam pukać i to mocno. Skończyło się na tym że okładał
drzwi przez 10 minut. Postanowiłam że zmienię taktykę. Wykorzystałam
fakt iż tatuś nie ma mojego numeru telefonu. Zadzwoniłam by wystraszyć
kobietę obok niego.
~Halo?
~Halo?
-Co ty do cholery
wyprawiasz co? Takiego chamstwa dawno nie widziałam!- Wydarałam się do
tego stopnia że usłyszano mnie podwójnie.
~Kto mówi?! Czy to szantaż?
-Czy szantażem kochany tatulku nazwiesz to że córeczka chce cię odwiedzić?
~Czyżby to ty…?
-Tak to ja, ta o której zapomniałeś. Może wpuścił byś mnie do środka? Co?
Zaskoczona kobieta zaczęła wypytywać co się stało, znów wykrzyczałam:
-Co się stało?! Ten mężczyzna! Nie ta świnia! Zostawiła swoją małą córeczkę i matkę bez środków do życia!
Kobieta zaczęła krzyczeć, że kłamał, albo że jestem heretyczką, pomyślałam sobie „Czemu by jej tego nie udowodnić?”.
-John Tanaka, urodzony w 1975 roku 19 marca , właściciel sporych akcji giełdowych. Starczy czy wymieniać dalej?
Usłyszałam krótkie ale treściwe: „TY ŚWINIO!” oraz trzask. Prawdopodobnie dziewczyna wyprowadziła poprawny cios z „liścia”.
~I TAK CIĘ NIE WPUSZCZĘ WYNOŚ SIĘ!
-Doprawdy? Zaraz się przekonamy!
Rozłączyłam się i
obróciłam na pięcie, poszłam po kamień sporej wielkości, podniosłam go ,
zamiarem uderzenia nim w okno i parsknęłam:
-A to dupek jeden.
Jednym celnym rzutem, wybiłam szybę w pomieszczeniu gdzie przebywała para, zamiar był inny ale w sumie dobrze wyszło.
-CO JEST?!-Wraz z piskiem tamtej kobiety.
-Co tatusiu córeczki nie wpuścisz?- odpowiedziałam gardząco-ośmieszającym tonem.
-Dość dzwonię na policję!- odparł takim tonem który zirytował mnie jeszcze bardziej.
-Nie radzę. Czemu?
Wieści szybko się rozejdą, nie tylko pocztą pantoflową, ale i także w
Internecie-pomachałam telefonem uśmiechając się perfidnie-Czy naprawdę
chcesz stracić taki ładny domek? Tyle pieniążków? Tatusiu? Takim
głupkiem to nie jesteś co?
To prawda, rozum mam
po matce, po ojcu podejrzliwość. Dlatego łatwo mi manipulować takim kimś
jak on. Gdybym zgniotła jego oblicze uczciwego człowieka w biznesie,
został by z niczym.
-Krótka piłka tato. Pieniążki i regularne wpłaty, do mnie i do mamy, albo wprowadzam się do was.
-Nie ma takiej opcji!- wykrzyknęła kobieta- to nacią-podeszłam do okna widząc moją niewielką posturę umilkła.
-Nacią… co? Naciągacz, niewinna malutka 16 latka nie może wymyślić takiego planu czyż nie?
-Kasa…- odparł załamany mężczyzna, po tym jak dotarło do niego, że nie odpuszczę póki celu nie osiągnę.
-Co? Nie słyszałam! Głośniej!- powiedziałam nadstawiając ucho, dla sarkazmu, mężczyzna jeszcze bardziej się zdenerwował.
- Kasa! Ile chcesz?!
-Milion jenów , na
dzień dobry dla mnie, przydadzą się oszczędności, ta kto miesięcznie 15
tysięcy dla mnie, i 15 tysięcy dla mamy. I fundujesz mi wszystkie
przeloty z Polski do Japonii i w drugą stronę!
-Zgoda, to niewiele.
Lepsze to jak bankructwo.-zażenowany, faktem iż sprytniejsza okazała się
nastolatka, zszedł na dół z kwotą przeze mnie wyznaczoną.
-To alimenty, nic
innego, czasem córka potrzebuje ojca, nawet jeśli ten nie chce jej znać,
musi. Musi chociaż zapłacić. –Zdołowałam przegranego jeszcze bardziej.
-A ty, tu po co? Jedyny przelot jaki coś funduje jest szkoła muzyczna.-powiedział podając gotówkę.
-Idiota z ciebie, jeszcze się nie domyśliłeś? Tak jestem w szkole Project Vocal.
Złapałam po tym walizkę, kwotę schowałam do portfela, pomachałam ojcu i powiedziałam:
-Adresy w takim razie znasz, zawsze możesz wysłać więcej!
-Ty mała…- pokazałam mu telefon-A idź mi stąd!Takie to było drugi, podajże, spotkanie z ojcem. Nawet mu nie zależy,
tak to już jest, jeśli jest się pustym idiotą wypchanym forsą. Wyszłam z
posesji ojca, zaśmiałam się, myśląc co zrobi matka. „Pogratuluje mi?
Czy mnie ochrzani?” nie wiem szczerze, choć po tym jak się dowiedziała o
tym co się stało bliska przyjaciółka mamy, podobno zrobiła tę samą
czynność co ja. „Może ją odwiedzę? Opowiem co dziś się stało.”
Pomyślałam. W sumie to dobrze że ta kobieta tu mieszka, ewentualne
wsparcie mam, a podobno ona umie grać na pianinie, ponieważ mama ją
nauczyła. Internat był w budynku obok szkoły, mimo wszystko połączonymi
korytarzem. Droga od domu ojca, na szczęście była długa. Szłam spokojnie
z rytmem muzyki. Obserwowałam wszystko wokół mnie, sklepy, bary, piękne
domy. Gdy przechodziłam obok pięknego domku, ujrzałam, dziedziniec,
ptaki, drzewa i budynki. Nareszcie, widzę mój cel, była to szkoła. Cel
moich marzeń, który miał mnie wykształcić muzycznie, bym mogła rozpocząć
karierę. Nie chce być super sławna, byle bym była w stanie się utrzymać
i pomóc mamie. Właśnie trzeba się pośpieszyć, by zadzwonić do niej!
Nagle mój krok przyśpieszył, nie tylko z tego powodu, kolejny utwór,
szybki i energiczny. W kilka minut doszłam do szkoły. Wchodząc do
budynku zdjęłam słuchawki, i poszłam do jedynej żywej duszy jaką
ujrzałam, była to – Dyrektorka.
-Przepraszam, dzień
dobry. Jestem Rin Kagamine, miałam przybyć dziś, około godziny temu.
Przepraszam za spóźnienie.-wydukałam zawstydzona.
-Nie masz za co przepraszać dziecko!- uśmiechnęła się-Mama dzwoniła, że jesteś u ojca, albo próbujesz z nim być… Jak ci poszło?
Dyrektorka była
bardzo miła, mama zadzwoniła przez Internet z informacją co się stało, i
jaki mamy plan, na szczęście ułatwiło to sprawę.
-Wie pani to długa historia…
-I nie moja sprawa, przyszły trzy paczki do ciebie, są już w twoim pokoju, choć zaprowadzę cię.
Jak to trzy…?
Dyrektorka pytała się ,podczas drogi, o lot, o ojca, powiedziałam w
skrócie że mnie odesłał ze sporą ilością gotówki. Odpowiadałam byłam
miła i starałam się nadążać za jej szybkim krokiem. Po krótkiej chwili
stanęła, wyciągnęła klucz z kieszeni mówiąc:
-Poprzedni uczeń
zgubił klucz, dlatego musisz o niego dbać. Możesz go ozdobić, by się w
oczy lepiej rzucał, i łatwiej będzie go znaleźć.-wypowiedziała po czym
włożyła klucz do zamka, zaczęła nim kręcić w drzwiach- Będziesz mieszkać
sama. Masz największy pokój, dlatego że przeprowadzasz się z innego
kraju, i będziesz tu sama. Masz także najlepszy chyba zasięg Internetu w
pokoju. Ogółem najlepszy pokój.
-Ależ nie trzeba, fakt większy pokój byłby mile widziany, ale nie największy…
-Już, dobrze, masz
talent, to i trochę wygody ci nie zaszkodzi-uśmiechnęła się, złapała
mnie za rękę i wprowadziła do wielkiego pomieszczenia-To twój tymczasowy
dom.
Stałam w szoku, trzy
paczki, właśnie co jest w trzeciej? Potem sprawdzę. Dyrektorka
powiedziała mi o której zaczyna się apel na dziedzińcu, i życzyła mi
powodzenia w rozpakowywaniu się. Pożegnałam ją, zamknęłam na drzwi, po
czym upadłam na łóżko. Pokój był naprawdę duży, garderoba też sporawa,
jasny spokojny niebieski, piękny kolor oblewał ściany swym odcieniem.
Łóżko stało pod oknem, a pod nim było sporo miejsca, ogółem mam jeszcze
jedno łóżko, będę mogła kogoś przenocować, tak sądzę. Po chwili
odpoczynku rozpakowałam bagaż z elektroniką, i postanowiłam otworzyć,
trzecią paczkę.
„Nie wierze… Mamo…
KAYBOARD?!” Mama z wujkiem złożyli się na keyboard, było na kartce w
środku napisane: Ucz się pilnie! Kochamy Wujo i Mama!
Jedyne co to wzięłam
się za układanie słów do melodii z ostatniego snu… Nie mam pomysłu…
Lepiej pójść spać, napisałam do Mamy że jestem zmęczona i zadzwonię
jutro, życzyła mi miłych snów. Nastawiłam budzik, i położyłam się,
zasnęłam w przeciągu chwili, a była dopiero 20.
Następnego dnia, budzik nie zadzwonił, a ja sama obudziłam się godzinę za późno:
-COOOOOOOOOOOOO?! Nie, nie, nie , nie, nie! Szybko, pośpiesz się Rin!
W mgnieniu oka
ubrałam się i umyłam zęby, śniadania nie zjadłam, i od razu po
przymocowaniu kokardy i spakowaniu słuchawek i telefonu do kieszeni
wybiegłam na dziedziniec. Na szczęście się nie spóźniłam, z wczorajszych
wyjaśnień dyrektorki wiem wszystko, poszłam pod płot, gdyż nie lubię
być w centrum tłumu. Nagle poczułam jak coś na mnie upada, szaro włosy
skacząc przez ogrodzenie upadł na mnie, upadłam niefortunnie na kostkę,
zaczęła mnie boleć, nagle usłyszałam cichym ciepłym głosem słowa:
-Wszystko ok?
Tylko 1 818 słów xD
OdpowiedzUsuń