Wysiedliśmy. W końcu. Jej przylepianie się mnie lekko denerwowało, ale cóż, to jeszcze dzieciak. Znaczy, nie,żebym ja był megadojrzały i w ogóle, ale jednak w wieku jest pewna różnica.
Odebrałem bagaże (niestety musiałem nieść trzy walizki Miku plus swój plecak i mały namiot, tak na zaś, gdyby nie starczyło miejsca dla nas w tym grupowym.
- Miku, będziesz taka miła i przytrzymasz ten kawałek namiotu? - wycedziłem z kołkiem w zębach. Nie pomagała w ogóle.
- Uhm, no dobrze... - przestała wreszcie coś tam podśpiewywać i łaskawie trzymała.
W końcu przy niewielkiej pomocy niebieskowłosej udało mi się postawić namiot obok większego, należącego do Yuu czy tam do Kagamine. Tak czy inaczej, można było rozłożyć śpiwory i wypakować chociaż trochę ze swojego ekwipunku.
Umościłem w miarę przytulne gniazdko dla nas dwojga i usiadłem na trawie przed.
- Wiesz może, co mamy dzisiaj w planach? Jakoś nikt się nie pali do roboty, wszyscy leżą.. - spytałem niebieskowłosej koleżanki.
- Mamy w ogóle jakiegoś kierownika, czy coś?
- Chyba dwóch wychowawców.. Trzeba się popytać ludzi. Ale mi się nie chceeeeee - padłem ponownie na ziemię i rozległem się wzdłuż przejścia. Byłem wykończony psychicznie i fizycznie. Chociaż raz się do mnie nie przylepiła, chyba tylko i wyłącznie dlatego,że byłem lekko spocony.
- Myślałam... że tych ludzi będzie więcej. Jakoś tak to wyglądało wcześniej.
- Niektórzy są razem w namiotach, niektórzy po prostu jeszcze spacerują i się nie rozłożyli... Bedzie nas więcej, zobaczysz.
- Masz na myśli komary, tak?
Prychnąłem śmiechem, lekko wymuszonym.
- Nie, nas,uczniów, głuptasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz