niedziela, 19 kwietnia 2015

Cul do Rin

Wiadomo, że nie potrafię usiedzieć długo w jednym miejscu. Ciągle mnie gdzieś lub do kogoś nosi. Wszystko zależy od dnia, nastroju, przerwy… no właśnie. Od rana miałam wrażenie, że się z kimś mijam. Aż dwie przerwy dotarło do mnie, że poszukiwałam wysokiego różowowłosego chłopaka, bo chciałam spotkać się z blondynkiem – miałam przeczucie, że jakieś urocze zdjęcie tego shoty przyda mi się… no i Rin się spodoba. Ale różowowłosy wyjechał i przez to mój punkt zaczepienia również. A niziutkiego chłopca ciężko znaleźć w takiej szkole. Uh… dmuchnęłam raz i drugi na opadającą grzywkę. W końcu zrezygnowana powlekłam się pod muzyczną salę. Wyciągnęłam skrzypce i nastroiłam je. Przesunęłam smyczkiem po kilku strunach… i zabrakło mi pomysłu. Lekko naburmuszona siadłam na parapecie okna z instrumentem na kolana.
- Za Japonię całą niczego nie skomponuję – mruknęłam pod nosem. W głowie miałam zbliżający się termin. Tak, tylko ja mam chyba na tyle szurniętego brata, który wymaga ode mnie co chwilę kolejnej kompozycji. Samemu trzeba było się uczyć, a nie rodzeństwo wykorzystywać. Pan programista gier się znalazł. Kurde!
Wymachnęłam nogami tak mocno, że aż zadudniło, gdy moje glany zderzyły się ze ścianą. W ostatniej chwili oprzytomniałam i nie zeskoczyłam z parapetu. Tego jeszcze by brakowało, abym skrzypce rozwaliła! Miałam nadzieję wyjść z Sali niezauważona, ale w drzwiach wpadłam na nową znajomą.
- Ach – powiedziałam cofając się kilka kroków – przepraszam nie patrzyłam jak idę.
- Aj tam. Też, jestem ślepa - zaśmiała się - Mam sprawę.
- No to zapraszam - wskazałam dwa taborety przy pianinie.
- Może u mnie? Już po lekcjach, nic ci nie zaszkodzi – podrapała się po głowie - Po za tym, niezbyt lubię tu siedzieć...
- Nie ma sprawy - odparłam podchodząc do okna i dokładnie przeczesując tamto miejsce.
- Weź skrzypce, przydadzą się.
- Dobra, niczego nie zgubiłam - powiedziałam wychodząc z pomieszczenia. - Jak tam Ci minęło przedpołudnie? Jakoś się rozminęłyśmy wcześniej...
- Lekcje, herbata i znów lekcje... Trochę zdarłam sobie gardło na śpiewie... Jak im mówię, że zaczyna mnie brać gardło. To oni na to przekomarza się, rozgrzejesz gardło i będzie dobrze. – mocno wychyliła się w przód z naburmuszoną miną udając głosy nauczycieli. - Szkoda gadać... A jak tobie minął dzień?
- Też nie najlepiej... wiesz, że ten różowowłosy uczeń wyjechał? Szkoda, że tak się stało... no, nie ważne. Ogólnie to włóczyłam się po szkole szukając czegoś do sfotografowania, aż w końcu wylądowałam ze skrzypcami - wyszczerzyłam się.
-Szkoda... Widziałam że... Hm, ten blondyn.  Len chyba, był trochę smutny...
- Że co? - Aż się zatrzymałam z wrażenia - noż cholera jasna! Przegapić taką okazję. No taką okazję, trzeba by to jakoś nadrobić kurczę... - mruczałam pod nosem idąc z głową pochyloną pogrążona we własnych myślach. Ocknęłam się dopiero po jej szturchnięciu w bok - A! Gomen, gomen - powiedziałam zawstydzona - t-to jaką masz sprawę? - Zapytałam, gdy stanęłyśmy pod drzwiami akademika.
Zanim mi odpowiedziała zaprowadziła mnie do swojego pokoju i zaoferowała herbatę. Z parującymi kubkami usiadłyśmy w kuchni, ona na blacie, ja na małym krześle.
- Mam melodię, która pasuje dobrze do gitary, ale lepsza byłaby zagrana na skrzypcach... - Nadstawiłam uszy.
- Co to za melodia?
- Sprzed kilku tygodni, moja własna kompozycja. Chciałbym usłyszeć ją w wykonaniu skrzypiec - odłożyła na chwilę kubek, po czym podała mi kilka kartek papieru, które przed chwilą odgarnęła, aby usiąść. - Tak, jakoś wyszło... Przyśniła mi się, grana była przez skrzypków. A że nie umiem grać na skrzypcach, to zapisałam nuty dostosowując je do gitary. Aż tak źle nie było…
- Ciekawe... - powiedziałam przeglądając zapis nutowy - dasz mi chwilkę? - rozłożyłam sobie papiery na stole i nieśmiało zagrałam pierwszy takt. Dziewczyna wsłuchując się w moją grę kołysała się na boki. Nuta po nucie dodawałam kolejne takty. Kilka razy się poprawiałam, parokrotnie wprowadziłam małe poprawki odnosząc utwór do mojego instrumentu. - A, tu jest inaczej... - powiedziałam poprawiając sobie smyczek. Zagrałam od nowa pierwsze dwie strony - I jak?
- Pięknie, ale… - Rin zeszła z blatu odstawiając swój kubek i stanęła obok mnie. Zaczęła tłumaczyć ostatni fragment udając, że sama gra i co chwila wskazując na odpowiednią strunę mojego instrumentu. Było to przejście, które grałam trochę za wolno i bez potrzebnej energii. - O to mi chodziło! – Powiedziała, gdy zagrałam fragment z naniesionymi poprawkami.
- Jeśli pozwolisz to wzięłabym je - mówię potrząsając kartkami - i przećwiczyła w domu. Strasznie mnie zaciekawił utwór.
- Spoko, mam kopię.
- Dzięki - powiedziałam i uściskałam dziewczynę.
Posiedziałam z nią jeszcze chwilę zanim zmyłam się do domu. Po powrocie, jak zwykle miałam kłótnię z bratem o zmywanie naczyń. Na moje nieszczęście jego argumenty były lepsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz