Wiadomo, że nie potrafię usiedzieć długo w jednym miejscu.
Ciągle mnie gdzieś lub do kogoś nosi. Wszystko zależy od dnia, nastroju,
przerwy… no właśnie. Od rana miałam wrażenie, że się z kimś mijam. Aż dwie
przerwy dotarło do mnie, że poszukiwałam wysokiego różowowłosego chłopaka, bo
chciałam spotkać się z blondynkiem – miałam przeczucie, że jakieś urocze
zdjęcie tego shoty przyda mi się… no i Rin się spodoba. Ale różowowłosy
wyjechał i przez to mój punkt zaczepienia również. A niziutkiego chłopca ciężko
znaleźć w takiej szkole. Uh… dmuchnęłam raz i drugi na opadającą grzywkę. W
końcu zrezygnowana powlekłam się pod muzyczną salę. Wyciągnęłam skrzypce i
nastroiłam je. Przesunęłam smyczkiem po kilku strunach… i zabrakło mi pomysłu. Lekko
naburmuszona siadłam na parapecie okna z instrumentem na kolana.
- Za Japonię całą niczego nie skomponuję – mruknęłam pod
nosem. W głowie miałam zbliżający się termin. Tak, tylko ja mam chyba na tyle
szurniętego brata, który wymaga ode mnie co chwilę kolejnej kompozycji. Samemu
trzeba było się uczyć, a nie rodzeństwo wykorzystywać. Pan programista gier się
znalazł. Kurde!
Wymachnęłam nogami tak mocno, że aż zadudniło, gdy moje
glany zderzyły się ze ścianą. W ostatniej chwili oprzytomniałam i nie
zeskoczyłam z parapetu. Tego jeszcze by brakowało, abym skrzypce rozwaliła!
Miałam nadzieję wyjść z Sali niezauważona, ale w drzwiach wpadłam na nową
znajomą.
- Ach – powiedziałam cofając się kilka kroków – przepraszam
nie patrzyłam jak idę.
- Aj tam.
Też, jestem ślepa - zaśmiała się - Mam sprawę.
- No to
zapraszam - wskazałam dwa taborety przy pianinie.
- Może u mnie? Już po lekcjach, nic ci nie zaszkodzi – podrapała się po
głowie - Po za tym, niezbyt lubię tu siedzieć...
- Nie ma
sprawy - odparłam podchodząc do okna i dokładnie przeczesując tamto miejsce.
- Weź skrzypce,
przydadzą się.
- Dobra,
niczego nie zgubiłam - powiedziałam wychodząc z pomieszczenia. - Jak tam Ci
minęło przedpołudnie? Jakoś się rozminęłyśmy wcześniej...
- Lekcje,
herbata i znów lekcje... Trochę zdarłam sobie gardło na śpiewie... Jak im mówię,
że zaczyna mnie brać gardło. To oni na to przekomarza
się, rozgrzejesz gardło i będzie dobrze.
– mocno wychyliła się w przód z naburmuszoną miną udając głosy nauczycieli. -
Szkoda gadać... A jak tobie minął dzień?
- Też nie
najlepiej... wiesz, że ten różowowłosy uczeń wyjechał? Szkoda, że tak się
stało... no, nie ważne. Ogólnie to włóczyłam się po szkole szukając czegoś do
sfotografowania, aż w końcu wylądowałam ze skrzypcami - wyszczerzyłam się.
-Szkoda...
Widziałam że... Hm, ten blondyn. Len
chyba, był trochę smutny...
- Że co?
- Aż się zatrzymałam z wrażenia - noż cholera jasna! Przegapić taką okazję. No
taką okazję, trzeba by to jakoś nadrobić kurczę... - mruczałam pod nosem idąc z
głową pochyloną pogrążona we własnych myślach. Ocknęłam się dopiero po jej
szturchnięciu w bok - A! Gomen, gomen
- powiedziałam zawstydzona - t-to jaką masz sprawę? - Zapytałam, gdy stanęłyśmy
pod drzwiami akademika.
Zanim mi
odpowiedziała zaprowadziła mnie do swojego pokoju i zaoferowała herbatę. Z
parującymi kubkami usiadłyśmy w kuchni, ona na blacie, ja na małym krześle.
- Mam
melodię, która pasuje dobrze do gitary, ale lepsza byłaby zagrana na skrzypcach...
- Nadstawiłam uszy.
- Co to za
melodia?
- Sprzed kilku tygodni, moja własna kompozycja. Chciałbym usłyszeć ją w wykonaniu skrzypiec -
odłożyła na chwilę kubek, po czym podała mi kilka kartek papieru, które przed
chwilą odgarnęła, aby usiąść. - Tak, jakoś wyszło... Przyśniła mi się, grana była
przez skrzypków. A że nie umiem grać na skrzypcach, to zapisałam nuty
dostosowując je do gitary. Aż tak źle nie było…
- Ciekawe...
- powiedziałam przeglądając zapis nutowy - dasz mi chwilkę? - rozłożyłam sobie
papiery na stole i nieśmiało zagrałam pierwszy takt. Dziewczyna wsłuchując się
w moją grę kołysała się na boki. Nuta po nucie dodawałam kolejne takty. Kilka
razy się poprawiałam, parokrotnie wprowadziłam małe poprawki odnosząc utwór do
mojego instrumentu. - A, tu jest inaczej... - powiedziałam poprawiając sobie
smyczek. Zagrałam od nowa pierwsze dwie strony - I jak?
- Pięknie,
ale… - Rin zeszła z blatu odstawiając swój kubek i stanęła obok mnie. Zaczęła
tłumaczyć ostatni fragment udając, że sama gra i co chwila wskazując na
odpowiednią strunę mojego instrumentu. Było to przejście, które grałam trochę
za wolno i bez potrzebnej energii. - O to mi chodziło! – Powiedziała, gdy
zagrałam fragment z naniesionymi poprawkami.
- Jeśli
pozwolisz to wzięłabym je - mówię potrząsając kartkami - i przećwiczyła w domu.
Strasznie mnie zaciekawił utwór.
- Spoko,
mam kopię.
- Dzięki
- powiedziałam i uściskałam dziewczynę.
Posiedziałam
z nią jeszcze chwilę zanim
zmyłam się do domu. Po powrocie, jak zwykle miałam kłótnię z bratem o
zmywanie naczyń. Na moje nieszczęście jego argumenty były lepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz